Singapur – część 5, czyli jak smakuje coś, co pachnie jak dwutygodniowy topielec i jak się je po ciemku

Nie wszystkiego dane mi było spróbować. Sos sojowy zagęszczany pszenicą to praktycznie podstawa lokalnej kuchni. Dziwnie wyglądające potrawy omijałam szerokim łukiem, tak dla bezpieczeństwa. Nie ominęłam jednak owocu o nazwie durian. Tego, którego nie wolno wnosić do metra. Durian, jak wygląda, widać na załączonym obrazku. Duży (nawet 3-4 kilo), z dosyć twardą, pokrytą kolcami łupinką. … More Singapur – część 5, czyli jak smakuje coś, co pachnie jak dwutygodniowy topielec i jak się je po ciemku

Singapur – część 4, czyli pan tu nie stał

Wracając do tematu zdyscyplinowanego społeczeństwa: Singapur to raj dla osób czułych na punkcie porządku publicznego. Takich, co dostają banana na twarzy na widok dobrze zorganizowanej kolejki. Takich jak ja. Zacznijmy od tego, że w Singapurze panuje zakaz palenia w miejscach publicznych. Do takowych zaliczają się nie tylko restauracje, ale również otwarta przestrzeń publiczna. Ulice, przystanki, … More Singapur – część 4, czyli pan tu nie stał

Singapur – część 3, czyli bądź miły dla babci, bo ci diabeł serce upitoli

Dawno temu, mniej więcej w latach 70. XIX wieku, żyjącemu w Birmie panu Aw Chu Kin zapaliły się korzonki. Stękał, jęczał, aż poszedł po rozum do głowy i metodą prób i błędów stworzył miksturę, którą dziś nazywamy Maścią Tygrysią. Aw Chu Kin bowiem był chińskim zielarzem, zajmującym się tradycyjną medycyną. Panaceum, składające się z naturalnych … More Singapur – część 3, czyli bądź miły dla babci, bo ci diabeł serce upitoli