Skoczyć z mostu, czyli podsumowania, postanowienia i pobożne życzenia

Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku i Niech Moc Będzie z Wami!

Tak mniej więcej mogę podsumować końcówkę obfitego w wydarzenia roku 2015. Wydarzenia duże i małe, pozytywne i pozytywne inaczej.

Jedno jest pewne – ubiegły rok wyróżnił się na tle minionych lat i tylko wrodzony brak umiejętności zbytniego przejmowania się sprawia, że teraz siedzę i rechoczę. Rechoczę też trochę ze szczęścia, że mamy 2016.

Pokrótce i bez wchodzenia w szczegóły na osi czasu minionego roku zaznaczyć można następujące atrakcje: 1) pamiętny lot opóźniony ponad dwie godziny (pikuś) przez pasażera, który wsiadł na pokład tylko po to, żeby go z niego wyniesiono nóżkami do przodu, 2) wizyta u lekarza i diagnoza, która lekko, niczym poranna letnia mgiełka, spierdoliła mi wielkanocne święta (ha! nawet się rymuje!), 3) pięć godzin na operacyjnym stole, a nawet nie tyle stole, co krześle, bo mózg zazwyczaj kroją człowiekowi w pozycji siedzącej.

W zasadzie nie wiem, czego się spodziewałam idąc na Sylwestra. Powinnam była wyciągnąć wnioski z minionych miesięcy. Może wtedy nie biegłabym po schodach z 42. piętra, a Małż nie wypełniałby teraz pism do ubezpieczyciela starając się o wypłacenie odszkodowania za spalony sprzęt elektroniczny.

Wrodzony optymizm nie pozwala mi jednak przestać myśleć o tym, że jednak dotrwałam do 2016 i to w całkiem niezłej formie, więc, co? Rok udany.

Serce jednak pęka jak myślę o moich znajomych, którzy w tym pożarze stracili najprawdopodobniej wszystko. Cudowni ludzie, do rany przyłóż, ze świecą szukaj. Nikły cień nadziei pozostaje, bo jeszcze do mieszkania nie ma dostępu żeby zobaczyć rozmiar strat. Dobrze to jednak z zewnątrz nie wygląda.

Jutro jadę kupić dwie dodatkowe gaśnice. Jedna w kuchni jest, ale w sypialniach nie ma nawet koca przeciwpożarowego. A teraz już wiem, że najczarniejsze scenariusze się zdarzają. Odeszła mi też ochota na jakiekolwiek zgrupowania w drapaczach chmur. Nic nigdy mnie tak nie przeraziło jak ściana ognia za oknem tak wysoko nad ziemią.

A teraz, dla przerzedzenia atmosfery straty i kłopotów, krótka historia o planach, życzeniach i innych Bucket Listach.

Moja siostra wraz ze swoimi dwiema córkami mają w domu tablicę korkową. Na tej tablicy przypinają wypisane cele i marzenia. W przypadku mojej siostry i starszej siostrzenicy wygląda to tak:

IMG_2904_batch

IMG_2903_batch

W przypadku mojej młodszej siostrzenicy, lat prawie dwanaście, wygląda to tak:

IMG_2902_batch

Słowo „bungee” jej się nie zmieściło, nadając temu życzeniu subtelny wygląd sprawy dla dziecięcego psychiatry :)

Reklamy

One thought on “Skoczyć z mostu, czyli podsumowania, postanowienia i pobożne życzenia

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s