Singapur – część 4, czyli pan tu nie stał

Wracając do tematu zdyscyplinowanego społeczeństwa: Singapur to raj dla osób czułych na punkcie porządku publicznego. Takich, co dostają banana na twarzy na widok dobrze zorganizowanej kolejki. Takich jak ja.

Zacznijmy od tego, że w Singapurze panuje zakaz palenia w miejscach publicznych. Do takowych zaliczają się nie tylko restauracje, ale również otwarta przestrzeń publiczna. Ulice, przystanki, parki. Móc przejść się po ogrodzie botanicznym lub miejskim skwerze i nie wdychać tytoniowego smrodu – bezcenne!

Poza zakazem palenia, w Singapurze panuje dużo więcej innych banów. W zasadzie, gdyby ktoś nadał Singapurowi tytuł Światowej Stolicy Zakazów, byłoby to odznaczenie trafione. I, wydaje mi się, przyjęte z dumą. Jedno jest pewne – anarchiści by się tu nie odnaleźli.

Porządku strzegą nie tylko liczne pisane reguły, czasem przesadzone, aczkolwiek nie pozbawione sensu, ale też oznakowania. Nie są to jednak bezduszne tablice informacyjne (choć takie też się zdarzają), a raczej ogłoszenia społeczne z przymrużeniem oka. Dzięki temu, że większość obywateli się do nich stosuje, poruszanie się po przestrzeni publicznej jest w Singapurze bezbolesne. Jak na gęsto zaludnione miasto, oczywiście.

PS. O co chodzi w zakazie wnoszenia durianów, pokazanym na ostatnim zdjęciu, wyjaśnię w następnym poście.

Reklamy

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s