Singapur – część 3, czyli bądź miły dla babci, bo ci diabeł serce upitoli

Dawno temu, mniej więcej w latach 70. XIX wieku, żyjącemu w Birmie panu Aw Chu Kin zapaliły się korzonki. Stękał, jęczał, aż poszedł po rozum do głowy i metodą prób i błędów stworzył miksturę, którą dziś nazywamy Maścią Tygrysią. Aw Chu Kin bowiem był chińskim zielarzem, zajmującym się tradycyjną medycyną.

Panaceum, składające się z naturalnych składników rozgrzewających, okazało się bardzo skuteczne. Zachwycony rezultatem, skład mazidła przekazał swoim dwóm synom – Aw Boon Haw i Aw Boon Par – którzy wiejąc przed wojną birmańsko-brytyjską dotarli do Singapuru (który już był w łapach Angielskiej królowej). Tam rozejrzeli się na lewo i prawo i szybko skumali, że miejscówka jest niczego sobie. Osiedli więc, otworzyli fabrykę Maści Tygrysiej i dorobili się majątku.

OK, nie wiem czy Aw Chu Kina rwały korzonki. Ani tego, czy jego synowie wyruszyli z ojczyzny z obawy przed wojną. Faktem jednak jest, że z Birmy do Singapuru dotarli na początku XX wieku i zaczęli masowo produkować i sprzedawać Maść Tygrysią.

Aw Boon Haw i Aw Boon Par to byli równi faceci. Postanowili, że skoro tak dobrze im się wiedzie, to czemu by nie zrobić czegoś dla społeczeństwa? Kupili ziemię i w 1937 roku zbudowali park rozrywki, początkowo zwany Ogrodami Maści Tygrysiej, a obecnie Haw Par Villa.

Haw Par Villa podzielona jest na części zdobione posągami zebranymi tematycznie. Przedstawiają one sceny z chińskiej mitologii, historii i ilustrują różne aspekty konfucjanizmu. My odwiedziliśmy Ten Courts of Hell, czyli w luźnym tłumaczeniu: Dziesięć Sal Piekielnych.

Instalacja znajduje się w grocie, do której wejścia strzegą Wołowa-Głowa i Końska-Głowa, odpowiednio żołnierz armii piekła i zły duch pilnujący wejścia do bram zaświatów. Tworząc to miejsce panom Haw i Par przyświecała idea nauczania tradycyjnych wartości chińskich.

Jako dziecko od babci usłyszałam, żeby nie machać nogą, bo to huśtanie diabła i żeby jeść kolacje, bo inaczej przyśnią mi się Cyganie. Średnio to na mnie działało. Tchórzliwym dzieckiem raczej nie byłam – zachęcona majtałam nogą jeszcze bardziej, ciekawa jak taki diabeł wygląda. A Cygana na oczy nie widziałam więc nawet nie skumałam, że miałam się bać.

To jednak nic w porównaniu z birmańsko-chińskimi lekcjami tradycyjnych wartości.

Niewdzięczność i nieposzanowanie osób starszych – wyrżniecie skazańcowi serca. Namawianie ludzi do przestępstwa i podżeganie społeczeństwa – przywiązanie delikwenta do rozgrzanego miedzianego słupa i grillowanie. Nieposłuszeństwo względem rodzeństwa – zgniecenie głazem. Marnotrawstwo jedzenia – przepiłowanie ciała na pół. I tak dalej…

Reklamy

2 thoughts on “Singapur – część 3, czyli bądź miły dla babci, bo ci diabeł serce upitoli

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s