Wiosna w… Polsce!

W tym roku, po raz pierwszy od wielu lat, spędziłam Wielkanoc w Polsce. Szaro, buro, deszcz, wiatr i przeszywające zimno wprawiły mnie w stan ekstazy. Udało mi się zmarznąć, przeziębić i ogrzać kubkiem herbaty z miodem i cytryną – w końcu picie tej mikstury nabrało sensu.

Jestem gotowa zaryzykować stwierdzenie, że byłam jedyną osobą w kraju zadowoloną z panujących warunków atmosferycznych. Do pełni szczęścia wprawdzie zabrakło mi gradu i śniegu, ale nie mogę za wiele wymagać, przecież był już kwiecień.

I nie piszę tego wszystkiego z przekąsem. Ot, syndrom mieszkańca pustyni.

W trzecim tygodniu wracania do domu z czerwonym nosem (bynajmniej nie z powodu spożywanych trunków) zaczęło mi się jednak tęsknić za spacerami, po których nie trzeba odtajać. Kiedy w końcu zrobiło się cieplej, a słońce na dobre wyszło zza chmur, solidarnie dołączyłam do milionów podekscytowanych wiosną krajan.

Udzieliła mi się zmienność aury i poczułam potrzebę modyfikacji. Jak to zazwyczaj w takich okolicznościach bywa, na pierwszy ogień poszła garderoba: pobiegłam po jednorazowego grilla, wróciłam z płaszczem, bluzką, spodniami, etc.; grillem też. W drugiej kolejności, jak to zazwyczaj w takich okolicznościach bywa, włosy: ciachnęłam, mimo, że i tak nie za bardzo było z czego. W trzeciej, jak to…, blog: nic drastycznego, choć spędziłam dwa wieczory wybierając nowy motyw. Pozostaję przy obecnym, ale za to ogłaszam postanowienia nowowiosenne: pisać coś chociaż raz w tygodniu, a raz w miesiącu wrzucać zdjęcia, choćby z telefonu.

Jak bardzo przydatny jest blog przekonałam się w ubiegłym roku, kiedy to wypełniając pewną bardzo szczegółową ankietę musiałam wyspowiadać się ze wszystkich swoich podróży odbytych po osiemnastych urodzinach. Dzięki wpisom udało mi się odtworzyć wyjazdy w granicach strefy Schengen, po których w paszporcie nie ma śladu. Jeśli wytrwam w nowym postanowieniu, będę miała ściągawkę jak ta lala, gdyby zaszła potrzeba podobnej spowiedzi.

A tymczasem w Dubaju…

Pewien Emiratczyk ma sprawę w sądzie, po tym jak został przyłapany na publicznym obrażaniu rodziny królewskiej. Za swoją linię obrony przybrał argument, że… pije za dużo kawy. Zeznaje też, że chodzi na zajęcia z kontroli gniewu. Sprawa została odroczona, ponieważ oskarżony zapomniał zabrać papierów po wstępnym przesłuchaniu, w związku z czym nie miał możliwości się dobrze przygotować…

Follow my blog with Bloglovin

Reklamy

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s