Morskie opowieści

Akhem, ekhe, ekhe, ekhe. A-psik! Ależ się tu zakurzyło…

Wszystko przez to, że albo mnie nie było, albo nie miałam ze sobą laptopa, albo miałam laptopa i byłam, ale mi się nie chciało. Zdjęć obrabiać mi się nie chciało, a nawet nie tyle obrabiać, co zmniejszać, żeby jednym wyjazdem nie zająć połowy przysługującej mi na wordpressie przestrzeni.

(Albo byłam zaprzątnięta czymś zupełnie innym, o czym napiszę w następnej notce.)

A zdjęcia są konieczne, bo:

Bo doszłam do wniosku, że ku pamięci, zwłaszcza mojej, to nie ma co się rozpisywać jak było, bo było genialnie i postanowiliśmy, że jak porządne wakacje to tylko na promie.

Bo zrobiłam ich tyle, że chociaż trochę w miarę się nadaje do upublicznienia, choć zdecydowanie w kategorii „pomoc wizualna”, a nie „profesjonalne fotografie do powieszania na ścianie”. Chociaż na lodówkę i tak coś przykleję.

Bo… o czymś jeszcze myślałam, chwilę temu, podczas pisania punktu pierwszego, ale teraz już nie pamiętam.

Prom

O wdzięcznej nazwie Equinox. Pływający hotel mieszczący 2850 pasażerów, ponad tysiąc osób załogi i obsługi, dwa baseny, mini pole golfowe, kilkanaście restauracji, kino, teatr, salę bankietową, kasyno, galerię sztuki, pasaż handlowy, spa i siłownię. Szesnaście pięter komfortu, relaksu i rozrywki.

Rejs

Trwał dwanaście dni, z czego dwa spędziliśmy wyłącznie na morzu, a pozostałe dziesięć przybijając o świcie do kolejnych portów, za dnia zwiedzając i wypływając popołudniem. Jako fanka czasów niesmacznego wina, rozpusty i teatru, największą radochę miałam w Pompejach.

Spacerowałam kamiennymi drogami, którymi niecałe dwa tysiące lat temu płynęły ekskrementy. Oglądałam fallusy wyrzeźbione na chodnikach, swego czasu robiące za kierunkowskazy dla przybijających do portu cudzoziemców oraz fallusy przymocowane nad drzwiami niektórych domów, swego czasu robiące za tablicę informacyjną.

Weszłam na podium, na którym prezentowano wystawianych na handel niewolników i przeszłam celami gladiatorów, zarzynających się dla uciechy publiki.

Na chwilę przystanęłam w amfiteatrze, szczęśliwie w tym samym momencie, w którym zatrzymała się tam wycieczka Japończyków, z Japończykiem-tenorem w swoim składzie. Japończyk-tenor stanął tam, gdzie niecałe dwa tysiące lat temu stawali inni performerzy i ryknął, udowadniając tym samym, że starożytni wiedzieli co robili kształtując to miejsce pod kątem akustyki.

Kiedy tenor sobie poszedł postałam jeszcze trochę w amfiteatrze, rozkoszując się siedzeniem w pierwszym rzędzie, co z uwagi na płeć niecałe dwa tysiące lat temu nie byłoby mi dane. Z tego pierwszego rzędu patrzyłam na balkony, rozmieszczone po obu stronach sceny, w których niecałe dwa tysiące lat temu zasiadali senatorzy, politycy i inni, którzy w zwykłych rzędach nie mogli siadywać, bo wiązało się to ze zbyt dużym ryzykiem wzbogacenia ichnich pleców o wystający nóż.

Duma rozpierała mnie na samą myśl, że oto właśnie dotykam kolebki mojej kultury i cywilizacji…

W pozostałych miejscach też było fajnie.

A po skończonym rejsie zostaliśmy jeszcze przez pięć dni w Wenecji. Chodziliśmy, jedliśmy, jedliśmy, piliśmy, jedliśmy i nawet się kulturalnie wyżyliśmy na występie orkiestry symfonicznej odbywającym w jednym z kościołów przerobionych na naturalną salę koncertową (ach, akustyka!).

cruise-itinerary

Pompeje:

Nicea i Kann:

Ateny:

Dubrovnik:

Mykonos:

Wenecja:

Uff. Zdążyłam przed kolejnym wojażem – w niedzielę lecimy do Kuala Lumpur!

Reklamy

7 thoughts on “Morskie opowieści

    1. Ana! Jak Cię dawno nie widziałam! Wpadłam właśnie na Twojego bloga i oczom nie wierzę jaka zmiana i ewolucja :) Już dodaję Cię na bloglovinie i nadrabiam zaległości :) Pozdrawiam!

      1. Zapraszam :) I, wstyd przyznać, ale ja też narobiłam sobie u Ciebie zaległości! Raz, że straciłam gdzieś tam bazę linków ze starym kompem, dwa – po macoszemu traktuję czytnik na wordpress.com (i nie tylko tam:) – ale przy okazji majówki robię porządki i mam nadzieję, że takie rzeczy będą się dziać już tylko w erze, nie u mnie ;)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s