Czas goni nas cały czas

Kosmos jakiś. Od ostatniego wpisu minęły dwa miesiące. Nie będę się nawet starać nadrabiać zaległości, chociażby dlatego, że odmawiam używania słowa zaległości, w jakimkolwiek bądź kontekście w odniesieniu do blogowania.

Zaległości bowiem sugerują, że jest się do czegoś zobowiązanym. Pisanie jednak, w szczególności prywatnego bloga, nie może być obowiązkiem. To tak nie działa, przynajmniej nie na dłuższą metę.

Nie nadrabiając więc, a jedynie ku wzniosłej idei „ocalić od zapomnienia”, wrzucę dziś wszystko, co mniej lub bardziej rzeczowo udokumentowałam pstrykając telefonem zdjęcia. Pstrykanie zdjęć telefonem, bowiem, to moje nowe (chyba) hobby.

(Usuwanie nieudanych/niepotrzebnych/bezsensownych zdjęć jest moim drugim nowym (chyba) hobby)

1. Wychowałam się na Yattamanie. I Kapitanie Tsubasa, Gigi La Trottola, Generale Daimosie i paru innych serialach animowanych puszczanych rano przed szkołą i popołudniem zaraz po, na kanale Polonia 1. Kto nie może podpisać się pod tym stwierdzeniem, może się ze mnie śmiać, udzielam błogosławieństwa, ale ostrzegam, by robić to po cichu, bowiem dookoła jest więcej takich jak ja (przynajmniej z grupy urodzonej w pierwszej połowie lat ’80). W związku z owym wychowaniem, mam na stałe zakodowane kilka zdań lub scen, które zawsze, ale zawsze stają mi przed oczami w sprzyjających okolicznościach.

I tak np. składając białą bieliznę przychodzą mi na myśl „majteczki Anny”, słyszę „Daimos, postać bojowa” kiedy wsiadam do samochodu i obserwuję, jak boczne lusterka automatycznie ustawiają się we właściwej pozycji i zawsze, ale to zawsze, ilekroć skupię uwagę na pniu palmy, pamiętam zdanie „nawet świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy ją chwalą”. 

Cóż, świnka, może i potrafi, mnie (mimo gorącego dopingu) się nie udało:

IMG_09192. Odbył się, już chyba po raz piąty w ogóle i po raz trzeci dla mnie, Festiwal Literacki. Byłam na dwóch seminariach, z czego ostatnim było spotkanie z popularną autorką szwedzkich kryminałów, Camillą Lackberg. Chociaż generalnie nie jestem łowczynią autografów (bo i co później z jakimś pobazgranym świstkiem zrobić? w ramki włożyć? mam fajniejsze obrazy), tym razem się skusiłam tym samym powiększając kolekcję książek z podpisem autora.

3. W międzyczasie przyszła pora na kolejne pożegnanie.

Cechą Dubaju, jak wiadomo, jest to, że mieszkają w nim głównie expaci. Cechą expatów, jak wiadomo, jest to, że w pewnym momencie wracają tam, skąd przyszli, bądź przenoszą się w inne miejsce globu. Cechą tych cech jest to, że są one przykre.

Netia, żywa definicja spokoju ducha napędzana pozytywną energią, i jej mąż (R.), po ponad siedmiu latach na pustyni postanowili przenieść się hen, hen za ocean. Rozpaczy i mojej i wielu naszych wspólnych znajomych nie było końca. Zorganizowaliśmy uciekinierom pożegnalną imprezę na jachcie, opłynęliśmy wybrzeże Dubaju, a po zakończonym kilkugodzinnym kursie, przenieśliśmy balangę do pobliskich pubów. Nie często widzi się (prawie) trzeźwego czterdziestolatka beczącego jak dziecko (R.)

Widok od strony Zatoki na Dubai Marina
Widok od strony Zatoki na Dubai Marina

4. W Dubaju otworzono (uściślając, otworzył je nie byle kto, bo sam Will Smith!) nowe centrum handlowe, w przeciwieństwie do wielu wcześniej istniejących, zaprojektowane na otwartym powietrzu. Klimatyzacja tylko wewnątrz sklepów/restauracji, obstawiam więc, że będzie to raczej sezonowa rozrywka.

Vis a vie galerii znajduje się plaża, zasiana trawa (marzyłam o plaży z trawą! piasek jest taki passe!), miękki tor dla biegaczy, szafki i prysznice. Czyli wszystko, czego człowiekowi potrzeba, żeby po pobycie na plaży, mógł się doprowadzić do ładu w cywilizowanych warunkach i uderzyć wprost do mieszczącego się 50m. dalej kina… ach, Dubaj!

Zanim ponownie oddalę się od bloga na chwilę dłuższą lub krótszą, muszę dodać, że chociaż z pisaniem uwijam się jak widać, o tyle z czytaniem jestem na bieżąco. Wszystkie obserwowane blogi dodałam w końcu do magicznej aplikacji Feedly i od kilku już miesięcy, ilekroć ktoś z „moich” doda nowy wpis, mój telefon radośnie mnie o tym powiadamia robiąc bloop. Ach, technologia!

Odnośnie tytułu posta:

Reklamy

5 thoughts on “Czas goni nas cały czas

  1. Widzę nie tylko mi chodzą po głowie jedyne prawialne telewizyjne hiciory. Bardzo się cieszę, że udało Ci się w końcu zarzucić jakiś smakowity kąsek dla bacznie obserwujących Cię fanów ;) Na zakończenie ja też coś wrzucę :D

    1. Haha, widziałam to już dziś wcześniej, słuchałam pisząc posta :D PS. Melduję, że powierzona mi wcześniej misja została wykonana dziś wczesnym popołudniem ;)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s