Historia pewnej postrzelonej babki

Sarah Winchesterz domu Lockwood Pardee, urodziła się w New Haven, Connecticut, w 1839 roku. Jej ojciec był architektem i producentem wagonów, co w ówczesnych czasach zapewniało całej rodzinie życie na bardzo wysokim poziomie. Sara otrzymała świetne wykształcenie, biegle władała czterema językami i pięknie grała na pianinie.

Jako panna z dobrego domu poślubiła nie byle kogo, tylko Williama Wirt Winchestera – jedynego syna właściciela potężnej firmy produkującej broń, Winchester Repeating Arms Company. Przyzwyczajona do szczęśliwego życia usłanego różami i szlachetnymi kamieniami nie potrafiła jednak poradzić sobie ze stresem, którym los obdarzył ją tak samo szczodrze jak dobrami materialnymi.

Para doczekała się jednego dziecka, córki Annie, która niestety pożyła jedynie kilka tygodni i zmarła w roku 1866. Zdruzgotani rodzice nie zdecydowali się na kolejne potomstwo.

Piętnaście lat później, również przedwcześnie (gruźlica), zmarł mąż Sarah zostawiając jej pięćdziesiąt procent udziałów w firmie, co dawało jej stały przychód na resztę życia w postaci tysiąca dolarów dziennie. W przeliczeniu na dzisiejsze czasy, była to dniówka w wysokości $22000 (słownie: dwadzieścia dwa tysiące dolarów).

Poza fortuną dostała również depresji i pierdolca.

Szukając pocieszenia i kontaktu z utraconymi bliskimi, Sarah udała się do bostońskiego medium, które na zawsze odmieniło jej życie. Dowiedziała się bowiem, że śmierć jej dziecka i męża to zemsta rozeźlonych duchów Indian, żołnierzy poległych w czasie wojny secesyjnej i innych zabitych z broni wyprodukowanej przez Winchester Company. Co gorsza, kolejną na liście była właśnie Sarah.

Szczęśliwie jednak, jak poinformowało medium, był sposób na udobruchanie duchów. Wystarczyło przeprowadzić się na zachód i budować zjawom zjawiskowy dom. Sarah miała pozostać bezpieczna tak długo, jak trwały prace nad konstrukcją. Jako bonus, postawienie takiego domu, miało zapewnić jej życie wieczne!

Nie wiadomo, czy medium miało rodzinę na zachodzie Stanów robiącą w budowlance i potrzebującą stałych zleceń, czy po prostu wykombinowało, że zmiana otoczenia i jakieś porządne hobby dobrze wypłynie na stan pogrążonej w żałobie Sarah. Tak czy inaczej, majętna wdowa spakowała manatki i przeniosła się do Kalifornii, w okolice doliny Santa Clara.

W 1884 roku zakupiła ziemię wraz z niedokończonym domem, który rozbudowywała przez następne trzydzieści osiem (38) lat, tworząc posiadłość dzisiaj znaną jako Winchester Mystery House, mającą 864 000 metrów kwadratowych, składającą się z:

  • 160 pokoi (w tym 40 sypialni i 2 sale balowe)
  • 47 kominków
  • 10 000 paneli okiennych
  • 17 kominów
  • 2 piwnic
  • 3 wind
źródło: minutemurder.com

Dom pełen jest dziwactw i architektonicznych zagadek. Wchodząc do środka dostajemy ostrzeżenie, żeby trzymać się grupy i przewodnika, gdyż można zgubić się na długie godziny. Oczywiście, na te słowa wybuchamy śmiechem. Dwa pokoje zwiedzania dalej dociera do nas, że to wcale nie był żart.

Drzwi donikąd (prowadzące wprost na ścianę, sklepienie sufitu lub na zewnątrz… na wysokości pierwszego lub drugiego piętra), zapętlone schody i tunele i okna, przez które można podglądać i podsłuchiwać życie w kuchni. Sekretny pokój z jednym wejściem ale trzema wyjściami. I królująca liczba trzynaście:

  • 13 łazienek
  • w trzynastej łazience jest 13 okien, a do łazienki prowadzi 13 schodków
  • w pokoju poprzedzającym trzynastą łazienkę, jest 13 ściennych paneli
  • hol główny jest podzielony cementowymi blokami na 13 sekcji
  • większość okien jest podzielonych na 13 kawałków
  • 13 poręczy otaczających okno w podłodze nad sufitem południowego ogrodu zimowego
  • większość schodów ma 13 stopni
  • 13 kwadratów otaczających jedną z wind
  • 13 szklanych kolumn w szklarni
  • 13 otworów w pokrywie zlewu
  • część pokoi ma sufity złożone z 13 paneli
  • 13 świeczników w żyrandolu w sali balowej

Testament Sarah miał 13 części, na których złożyła 13 podpisów.

Pieniądze nie grały roli. Jeden z pokoi, który kazała wybudować, kosztował ówcześnie ponad $9000 (dziewięć tysięcy), podczas gdy średnia cena postawienia całego domu w okolicy wynosiła $1000!

Winchester Mystery House zwiedziliśmy na samym początku maja. Niestety, zdjęcia można robić jedynie na zewnątrz.

winch1b

winch2b

winch3b

Krótki film z wnętrza domu można obejrzeć tutaj:

PS. Mamo Ammara, jeśli to czytasz, wiedz proszę, że zwiedzając posiadłość myślałam o Tobie! ;) nie muszę chyba dodawać dlaczego…

Reklamy

28 thoughts on “Historia pewnej postrzelonej babki

      1. theroad kochana, przeceniłaś mnie :( – nie wiem! Po mojej głowie krążą różne myśli, ale nie wiem na 100%, bo pokoi mam 6 czy 7 i ogród też nie taki … ;-). Na 99% myślę, że chodzi o to, że też mam pier-ca :D, ale z kolei – nie mam depresji ;-D.
        Poza tym jest mi niezmiernie miło, że o mnie myślałaś i napisałaś do mnie PS w poście :-) no i, że wróciłaś!

        1. Haha, chodzi o to, że gdyby ktoś mnie zapytał, co robi Mama Ammara to pierwszą rzeczą, jaka przyszłaby mi do głowy, nie jest praca, prowadzenie domu i blogowanie, tylko remontowanie, wykańczanie, przebudowywanie, ew. planowanie kolejnych remontów, wykończeń i przebudowywań (nawet nie chcę wypominać historii z Ammarowymi zasłonkami!) ;)

          1. Haha :D czyli jednak chodzi o to, że mam pie-ca :D.
            Pewnie zorientowałabym się o co chodzi, ale ostatni remont skończył się w lutym, a to już taaaak zamierzchłe czasy :D. Ale spokojnie, zaraz po przyjeździe z Polski, mam w planach malowanie sypialni, salonu, przedpokoju i kuchni (z białego, który zszarzał, zżółkł lub jest ostemplowany małymi rękami i stopami – na biały-biały :-) ) – nie zawiodę ;-)

  1. Ciekawa historia i ciekawe miejsce, chetnie bym sie tam „zgubila”! Szkoda, ze zdjecia mozna bylo robic tylko na zewnatrz, wyposazenie na pewno tez jest interesujace. A sam dom wyglada bardzo wspolczesnie, jakby postawila go moze 20 lat temu

    1. Dom jest odrestaurowany, ale z użyciem oryginalnych elementów (nakupiła tyle dachówki, że starczyło do dziś i jeszcze zostało :D ). Swoją drogą, dziś dom ma cztery piętra, ale pierwotnie było ich siedem.

      Masz rację odnośnie wyposażenia domu – wprawdzie tylko kilka pokoi jest umeblowanych dla zwiedzających, ale można przez pancerną szybę obejrzeć skarby, jakie swego czasu zdobiły wnętrze, w tym okno zaprojektowane przez samego Tiffaniego!

  2. To przeciez o mnie! a raczej o G. – remont który prowadzi w Molino będzie trwał wieczność i nie wiadomo, czym się skończy… Prześlę mu linka jako ostrzeżenie :) Dzięki za ten wpis!

  3. Dom jest przepiękny, a otoczenie kusi, ale to właśnie bardzo dobry przykład na to jak człowiek sobie może wmówić różne rzeczy i uparcie wierzyć i trwarć przy swoim. Efekt jest piękny, ale jakoś nie wierzę żeby dał jej szczęście. Muszę o niej poczytać. Dzięki za inspirację :)

    1. Jestem przekonana, że życie, które prowadziła było dalekie od szczęśliwego… Tylko sobie wyobraź – poświęcasz całą swoją uwagę przymilaniu się duchom, żyjesz w wiecznym strachu, że się zezłoszczą, a do tego jesteś sama jak palec! Brr…

      1. Skądś to znam ;) Ja już tak wsiąknęłam w serial, że złapałam się na tym, że oglądałam fragment (bo tylko tyle dałam radę, film ogólnie był mało ciekawy – trafiłam na niego, skacząc po kanałach w poszukiwaniu czegoś ciekawego w tv na niedzielne popołudnie) jakiegoś pełnometrażowego sci-fi, bo… mignął mi w nim Misha Collins ;]

        1. Stonehenge Apocalipse :D też po skończeniu nie mogłam uwierzyć, że obejrzałam takie badziewie.. no ale był w nim Misha :D a widziałaś równie ambitne „krwawe walentynki” z Deanem w roli głównej? ;)

          1. Już wiem – po napisaniu komentarza zaraz zajrzałam do biografii Mishy na filmwebie ;) Walentynek jeszcze nie widziałam, kiedyś pewnie się skuszę (rozumiem, że nie ma na co?:). Za to kiedyś widziałam zajawkę filmu, którego w Polsce chyba nie było, nie ma i nie będzie (o ile w ogóle powstał), w którym Jensen gra główną rolę i miał bodajże fioletowego irokeza… Kiepsko to się zapowiadało, zdecydowanie kiepsko. Za to „Dom woskowych ciał” z Sammym nie był aż tak kiepski, jak myślałam, że będzie. Albo w dobrym towarzystwie go oglądałam ;]

          2. Walentynki… miały chyba większy budżet niż Apokalipsa, więc przynajmniej zrealizowane były lepiej… treść na podobnym poziomie ;) Domu… nigdy nie widziałam, ale też Sammiego najmniej lubię z całej trójki… taki dziewczyński jakiś mi się wydaje ;) Co robisz 10 sierpnia? Może zdążysz jeszcze się zapisać na G.I.S.H.W.H.E.S http://www.gishwhes.com Sama chciałam w tym roku startować, ale będę akurat w Polsce z teściami…

          3. Widzę, że w tym serialu mamy podobne sympatie – ja Sammiego też najmniej z tej trójki lubię, zwłaszcza jego fryzurę ;) Ale podobał mi się w odcinku z króliczą łapką. Gdy zgubił bucik :P

            Nie wiem (jeszcze), co to jest GISHWHES, trzeba się chyba zapoznać z projektem. Na 10 sierpnia planów jeszcze nie mam, ale przy mojej pracy, plany mogą się zmienić 9 sierpnia po południu :)

  4. Do Autorki bloga.
    Napisałam do Ciebie maila na podany tutaj adres – z niecierpliwością czekam na odpowiedź.
    Pozdrawiam – Renata

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s