Zbawienny wpływ teściowej

– …pod same koniec jej wizyty, wszystko doprowadzało mnie do szału – ciągnęła moja sąsiadka M. przerzucając niemowlę z jednej nogi na drugą. – Nie tak odstawia kubki, pod złym kątem kroi chleb i za głośno się śmieje. Najgorsze jest to, że ilekroć skarżę się na to mojej mamie, słyszę od niej reprymendę. Mieć taką teściową to wygrać los na loterii.

M. wie, że to prawda. Teściowa M., 70 letnia Egipcjanka, businesswoman, o niezależnych poglądach. W odwiedziny przyjeżdża z walizką wałówki wcześniej przygotowaną przez jej własnego kucharza. Podczas małżeńskich kłótni M., zawsze bierze jej stronę. Syna łoi za brak zrozumienia kobiecego punktu widzenia.

– To właśnie frustruje mnie najbardziej. Żeby chociaż mi powód dała, by mieć jej tak serdecznie dosyć. A tu nic! Jestem potworem…

W takim razie jest nas dwie. Mogłabym się podpisać pod każdym słowem M. Z wyjątkiem bycia businesswoman i kilku lat różnicy wieku, moja teściowa to kopia owego losu wygranego na loterii. Rwie się do gotowania, sprząta mój balkon, na Małża krzyczy, jak tylko biedak o coś się ze mną spiera, poza tym do niczego nie wtrąca i niczego nie wymaga. I za to wszystko ją uwielbiam. Przez telefon. Mając ją pod własnym dachem, nawet przez te raptem trzy tygodnie w ciągu roku, jedyne co mogę, to starać się pamiętać, że kobieta zasługuje na to, by „żywcem iść do nieba”. I starać się nie dodawać w myślach „najlepiej jak najszybciej”.

Wpływ ma bowiem ona na mnie zbawienny. Zwiększa się moja objętość płuc (dzięki znacznie częstszym powolnym i głębokim wdechom i wydechom), a to podobno dobrze robi kondycji. Odkrywam swoją duchowość, modląc się kilka razy dziennie. Głównie o cierpliwość, żeby jej nie udusić w nocy poduszką. Rozwija się moja wyobraźnia – ileż scenariuszy fatalnych „wypadków” przyszło mi do głowy…

Jedynie sumienie gryzie, kiedy na jawie śnię o zmutowanym yeti sam na sam z teściową, a tymczasem ona podchodzi do mnie ze szczerym, ciepłym, serdecznym uśmiechem i pyta, czy mi zrobić herbaty.

– Może to syndrom obrony terytorium? – Zagaduję M. – Wiesz, przed „obcym zapachem”, bo nikt z mojej własnej rodziny w ten sposób na mnie nie działa.

– Może. – odpowiada melancholijnie smutno wpatrując się w kalendarz. Jej teściowa przylatuje za miesiąc z wizytą.

Reklamy

14 thoughts on “Zbawienny wpływ teściowej

  1. Przyznam, że zgłupiałam i naprawdę nie rozumiem: skoro Teściowa się nie wtrąca, zawsze bierze Twoją stronę i generalnie piszesz o niej w samych superlatywach, to czemu Ci działa na nerwy? Serio, nie kumam…

    1. Też nie kumam, wierz mi. Po prostu jej obecność działa mi na nerwy. Jak jej nie ma – uwielbiam ją. U nich w domu – wszystko ok. U mnie w domu – wróg nr 1. Rozważałabym wizytę u specjalisty, pocieszyło mnie jednak, że moja sąsiadka ma dokładnie to samo… ;)

  2. Mysle, ze to ma cos wspolnego z tym „terytorium”. Owszem fajnie jest jak tesciowa potrafi sie sama obsluzyc, zalatwic swoje wlasne potrzeby i zaspokoic zachcianki bez asysty gospodyni czyli Ciebie. Ale juz tesciowa, ktora proponuje zrobienie TOBIE herbaty w TWOIM wlasnym domu, mysle lekko przekracza granice wytrzymalosci gospodyni;)
    Tak przynajmniej ja to widze.

      1. No zrobiło się miło i dlatego te wyrzuty sumienia… Ja chcę, żeby ją yeti zeżarł, a ona do mnie z sercem na dłoni… ;) Chyba najbardziej drażniące jest to, że ona ma strasznie głośny sposób bycia, a ja uwielbiam ciszę… i o ile w jej domu jakoś to uchodzi, bo w końcu to jej, to jak jest u nas, szlag mnie trafia, że w moim gniazdku, ktoś wprowadza swój sposób bycia.

        Do tego jestem pewna, że gdybym jej to powiedziała, to by już nigdy nawet nie pisnęła, ale z drugiej strony jest ona u nas w gościach i nie chcę, żeby chodziła sterroryzowana na palcach, bo ja hałasu nie lubię… to w końcu tylko 3 tygodnie w roku… No i tak duszę w sobie ;)

    1. Chyba nie do końca zrozumiale się wyraziłam – propozycja zrobienia mi herbaty była o tyle frustrująca, że właśnie sympatyczna. Łatwiej by mi było się na kobietę wkurzać, gdyby faktycznie robiła coś nie tak, a ona stara się jak może żyć ze mną w zgodzie…

        1. Też nie… Teść jest, jakby go w ogóle nie było. 100% teściowej, jeśli chodzi o bezproblemowość, ale totalne przeciwieństwo jej sposobu zachowania – cichutki, spokojny, głównie roślinami się zajmuje… jego obecność można by w ogóle przeoczyć :)

          1. :D :D :D Tatuś Muminka jak najbardziej, ale teściowa to zdecydowanie bardziej emocjonalna wersja Mamusi ;) muszę ją kiedyś nakręcić jak ogląda filmy… dosłownie, i mam na myśli, d o s ł o w n i e skacze i macha kończynami przy kinie akcji, a ja ogląda komedie, to jej łzy lecą i tarza się na podłodze trzymając za brzuch… dziwię się, że sąsiedzi policji nie wzywali ;)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s