Jesień w… Polsce!

Jest taka scena w Death Proof Tarantino, w której jedna z postaci, Zoe Bell, podczas wyczynu kaskaderskiego zostaje zrzucona z maski Dodga Chargera ’70 i ląduje w krzakach. Kamera skupia się na pozostałych w samochodzie koleżankach bohaterki, nieruchomych z przerażenia, bliskich łez, kiedy Zoe wyskakuje z krzaków cała i zdrowa, wykrzykując „wszystko OK!”.

Gdyby więc ktoś z czytelników bloga był zdjęty trwogą, że postanowiłam go porzucić, albo wpadłam w krzaki, oświadczam: wszystko OK!

Od połowy września, a najprawdopodobniej do końca października, jestem w Polsce. Od wczoraj mam już nawet skompletowanie mieszkanie, a dziś po raz pierwszy użyłam nowiutkiej, świeżo zainstalowanej kuchni.

Jedyne czego mieszkaniu brakuje, to dostępu do Internetu i telewizora, choć brak ten nie jest w żaden sposób dla mnie bolesny. Raz, że nie widzę większej potrzeby ściągania mediów do lokalu, który będzie używany pewnie nie więcej niż trzy razy do roku, a dwa, że tyle fajnych książek jest na świecie. Zachęcona fragmentami zasłyszanymi w Trójce, z księgarni przyniosłam „Nasz mały PRL”. Polecam tym, którzy z litością przyglądają się obecnym dzieciakom, spędzającym wieczory przed komputerem, pamiętają siniaki, obtarcia kolana, zabawy na trzepaku, a także tym, którzy potrafią dostrzec pewne braki w czasach, w których dostępne jest niemal wszystko.

Razem z zapiskami z PRLowskiego eksperymentu, do domu przyniosłam „Dotyk Julii” – powieść kierowaną do nastoletniego czytelnika, a przeczytaną niemal jednym tchem, z przerwą na sen i spełnienie kilku obowiązków. Jest napisana piórem, którego lekkość i barwę zamierzam podziwiać jeszcze długi czas.

W kolejce czeka również kryminał Wrońskiego i „Dzień miodu”. I po co mi telewizor?

Kiedy nie czytam, nie rozbijam się po notariuszach, IKEA i Castoramie, nie wpuszczam pielgrzymek hydraulików, elektryków i stolarzy, spędzam czas ze swoją siostrą oraz mam okazję spotkać znajomych. Niektórych nie widziałam prawie, albo ponad, pięć lat. Wiecie co jest najlepsze? Odkrycie, że są jeszcze fajniejsi, niż to zapamiętałam! Otaczają mnie cudowni ludzie :)

Niespodzianek może być więcej. Za dwa tygodnie idę na Bal Absolwenta organizowany przez moje liceum. Liczę, że do tego czasu mój organizm odnajdzie się w końcu w nowej rzeczywistości. Jak do tej pory, zmienna pogoda, wiatr i deszcze na zmianę ze słońcem, uczyniły ze mnie osobę bardzo pociągającą, a opuchnięty i obrośnięty strupkami nos nie wygląda dobrze nawet pod makijażem…

Ale, ale! Nie narzekam! Cudownie jest oddychać rześkim powietrzem, idąc chodnikiem rozkopywać dywan ze złotych liści, a rano, przed rozsunięciem zasłon, nie wiedzieć jaka za oknem będzie pogoda…

Złotej jesieni Wam życzę!

źrodło: disney-clipart.com
Reklamy

13 thoughts on “Jesień w… Polsce!

    1. Małż był przez pierwsze 2 tygodnie, teraz sama… a wiesz, odnośnie „Kartoflandii” – dzięki temu, że mam siostrzenicę w podstawówce, wiem, że jest takie coś, jak Dzień Ziemniaka… będą obchodzić w ten piątek :D

    1. Spróbuję coś zrobić, ale nie za wiele inspirujących rzeczy się tam znalazło ;) nawet kwiatków jeszcze nie mam, a meble tylko podstawowe, brakuje półeczek, dodatków, etc, czyli tego, co może podejść pod „inspirujące”… :)

  1. A więc jednak nie w krzakach! :D A już myślałam! :-)

    Jesień w Jordanii jest cudowna – rześkie porani i wieczory, upały idą precz, ale jest ciepło akurat na tyle, że w mieszkaniu jest idealnie (nie za gorąco, nie za zimno), czasami trochę się zachmurzy, więc nie ma tej obrzydliwej przewidywalności tego co za oknem, o której piszesz, a którą tak dobrze rozumiem. Wchodzimy w jordańską jesień i jestem szczęśliwa, ale za polska jesienią tęsknię rok w rok i pewnie nieprędko ją zobaczę (ze względu na szkołę Ammara do jego matury zostaje nam na wizyty w Polsce lato albo styczeń, kiedy są ferie) więc ucałuj ją ode mnie! :-) I oddychaj, oddychaj rześkim jesiennym powietrzem! Cudnie, że się odezwałaś :-).

      1. Nie no, nie życzę Ci wypadków Moja Droga :-), ale skoro nie wpadłaś w krzaki, to może wpadnij w zaspę liści w sposób kontrolowany ;). Że metafora z tym ucałowaniem, to z pewnością dodawać nie muszę :D.

    1. Nie mam nic na swoją obronę… z wyjątkiem tego, że planowałam się odezwać jak z balu absolwentów już wrócę i Cię wyciągnąć na focenie jesieni… tylko kwestie notarialne mi plany pokrzyżowały i nie wiem, czy dam radę…

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s