Kair, odcinek 1

Terminal 2

Zacznijmy od tego, że Małż miał pomysł jak kupić bilety na lot do Kairu i Warszawy, płacąc tylko za jedną podróż. Szczegóły operacji są dość skomplikowane, a jednocześnie nie istotne dla reszty tej historii, więc je pominę. Co jest istotne, to fakt, że do kraju faraonów lecieliśmy tanimi liniami FlyDubai, które startują z Terminalu 2 (T2).

O ile Terminal 1 i Terminal 3 to nowoczesne giganty przystosowane do odprawiania tysięcy pasażerów dziennie, o tyle T2 to relikt z przeszłości, pierwszy i przez długi czas jedyny punkt obsługi lotniska. Coś na kształt nieco powiększonej warszawskiej Etiudy.

Dotarliśmy więc na lotnisko, ustawiliśmy się w kolejce i … lekko zdębiałam. Rozejrzawszy się dookoła, nie wypatrzyłam ani jednego europejczyka. Po lewej – odprawiany lot do Iraku. Po prawej – do Arabii Saudyjskiej. Małż zmył się do łazienki i w tym momencie sytuacji smaczku dodał pracownik lotniska, który przebrnął przez cały tłum, specjalnie do mnie, pytając, czy wiem, że to lot do Aleksandrii. Trudno powiedzieć, czy bardziej zdziwiona tym faktem byłam ja, czy on, moją twierdzącą odpowiedzią.

Chwilę później, kiedy siedziałam już pod bramką wolno sącząc lurowatą herbatę, oczom moim ukazał się dosyć niecodzienny widok…

Dumbo! :)

Sam lot mogę sklasyfikować jako jedno z tych doświadczeń, z których posiadania jestem szczęśliwa, bo wzbogacają moje pojęcie o świecie. Jednocześnie jako jedno z tych, których życzę sobie nigdy więcej nie przechodzić.

Lotnisko w Aleksandrii

Anglicy znani są z przykładnego ustawiania się w kolejki. Egipcjanie powinni być sławni jako całkowite zaprzeczenie wyspiarzy. Kółka, pętle, losowe rozproszenie, aż w końcu stadne szturmowanie kontroli paszportowej, na czele z pewną, na oko 80letnią, damą z worem ubrań na głowie, który to beztrosko i nieświadomie usiłowała wsadzić mi w twarz.

Brak świadomości istnienia innych ludzi to zresztą chyba jedna z cech tego narodu. Niestety, dzielona z innymi krajami w regionie. Takie rzeczy jak: nie parkuj na trzech miejscach jednocześnie, nie wjeżdżaj mi w zderzak cofając, nie depcz kogo popadnie i nie pchaj się jakbyś był panem świata, wydają się być ideami odległymi.

Poza dzikim tłumem, dzika jest również obsługa. Zanim ustawiliśmy się w kolejce, w której spędziliśmy 40 minut, podeszliśmy do punktu wydawania wiz, z pytaniem, czy jako żona Egipcjanina, muszę taką nabyć, czy może nie muszę (wiedzieliśmy, że nie, ale w tym kraju wiedza nasza i wiedza urzędników bardzo często się nie pokrywa). Odpowiedź: nie muszę, ale jakby nie chcieli mnie wpuścić przy kontroli paszportowej, to powinnam wrócić i kupić. Czy wspominałam, że kolejka była na ponad pół godziny sterczenia? Kontrola łaskawie mnie wpuściła.

Podróż z Aleksandrii do Kairu… przespałam. Za to po obudzeniu się…

Willa Liluszka

Mój teść (M.) miał marzenie. Zbudować dom.

Przez 30 lat pracował odkładając każdy grosz (z wyjątkiem pieniędzy na edukację mojego Małża, której wartość jest mniej więcej równa kosztom postawienia domu), odmawiając sobie urlopów, w zamian pobierając rekompensatę finansową, licząc, oszczędzając, kalkulując. Przez 20 lat pracy w dyplomacji, mieszkając w Holandii, Wietnamie, Indiach, Emiratach, Stanach i paru innych, a podróżując po niemal całym świecie, zbierał lokalne rękodzieło od kryształowych figurek począwszy, na ręcznie robionych meblach z drewna sandałowego skończywszy. Po przejściu na emeryturę kupił ziemię w części kairskiej metropolii zwanej Miastem 6 Października, zaplanował ogród i spełnił marzenie swojego życia, dedykując je ukochanej żonie, mojej teściowej, i na jej cześć nazywając posiadłość zdrobnieniem jej imienia – Liluszka. Wprowadzili się miesiąc temu.

Dom ma trzy kondygnacje.

strzegący wnętrza… smok?
widok z kuchennego okna

Parter to królestwo teściów, skarbiec pełen tych wszystkich nabytków z podróży. Osobiście nie jestem fanką wnętrz w stylu, w którym zostało ono urządzone, jednak zrobiło ono na mnie wrażenie. Lampy, obrazy, krzesła, poduszki, figurki, kryształy… naprawdę można zatracić się chodząc po pokoju, przyglądając się wzornictwu i precyzji wykonania…

parawan z litego drewna, pokrytego warstwą lakieru, w którym osadzone są zdobienia z masy perłowej

parawan z drzewa sandałowego

stolik wg pomysłu teścia
moje ulubione stołowe nóżki

nic, tylko siedzieć

kolejne meble z drzewa sandałowego

teść kolekcjonuje wszystko: meble, znaczki, szklane figurki, motyle, monety…

wejścia na schody pilnuje lew ;)

Pierwsze piętro jest dla Małża, mnie i naszych dzieci, o które przyszli dziadkowie zaczynają się irytująco często dopominać. Jest ono zupełnie puste, oczekując na nasze ikeowe zakupy.

tu będzie salon
z salonu widok na korytarz z sypialniami
widok z balkonu numer jeden

Drugie piętro to pralnia oraz pomieszczenie, którego jedna ściana zostanie pokryta lustrem, a wnętrze wypełnione trenerem eliptycznym, matami do jogi i innymi gadżetami tworzącymi domową siłownię. Na zewnątrz tego piętra rozciąga się taras, a z tarasu – widok na ogród, basen i mini staw z rybami i fontanną, która została przez mojego teścia zaprojektowana i samodzielnie wykonana ze skamieniałego drewna.

Ogród wypełniony jest kaktusami, kwiatami, krzewami, ziołami, a przede wszystkim drzewami bananowymi, mango, cytrynowymi, pomarańczowymi i mandarynkowymi. Kawałek ziemi pod uprawę kukurydzy (z dedykacją dla mnie, by móc z czegoś zrobić chleb bezglutenowy), pomidorów, bakłażanów i innych warzyw.

fontanna, którą teść zaprojektował i zbudował z kawałków skamieniałego drewna

kaktus? drzewko? kakutsodrzewko? ;)
mała część kolekcji kaktusów

szkółka kaktusiątek
drzewko bananowe
drzewko-parasolka
dojrzewające mandarynki
dojrzewające pomarańcze
dojrzałe mango

Czy jeśli wspomnę, że zdecydowaliśmy się odpuścić sobie zwiedzanie Aleksandrii na rzecz wydłużenia pobytu u teściów, muszę tłumaczyć powody?

Reklamy

13 thoughts on “Kair, odcinek 1

  1. Wow… wyposażenie domu twoich teściów jest lepsze niż niektóre muzea w Polsce ;)! To kiedy planujecie się przeprowadzić do Kairu ? :P

    1. Muzeum to dobre określenie ;) przeprowadzkę planujemy zgodnie na nigdy… za to jeśli kiedyś wrócimy do zimnej Europy, planujemy mieć tam naszą jesienną odskocznię :)

    1. Rozumiem doskonale… nie jest to zdecydowanie styl, w którym urządziłabym własne mieszkanie, ale mimo wszystko zrobiło to na mnie wrażenie… tych kilka elementów na zdjęciach to wierzchołek góry lodowej… a jeszcze nie wszystko jest rozpakowane… ;)

  2. Fajnie :) :) :)

    ale mnie dopadła szybko wizja, jak długo zajęłoby ogarniecie tego wszystkiego z kurzu :/ …

    ogród powala !!! moje marzenie mieć taki za własnym oknem :)

    A.

    1. Pytanie o to, kto ściera kurze, było jednym z pierwszych, które zadałam ;) podobno teść… wprawdzie podczas naszego pobytu nikt się za kurze nie brał, ale on co jakiś czas tam chodzi, ogląda, ustawia, przekręca, poprawia, więc pewnie również sprząta… za to teściowa ma manię odkurzania i mycia podłogi… przez manię, mam na myśli manię, bo robi to 2 w porywach do 4 razy dziennie, mimo, że posadzka lśni czystością :D ot, takie hobby ;)

  3. Rzeczywiście, „muzeum” to bardzo trafne skojarzenie… A czy teściowa już wie, że nie zamierzacie tam zamieszkać? :)
    Przeprawy na lotnisku bombowe – to tak odnośnie tej bomby, którą chowasz specjalnie dla Egipcjan. Przejście przez odprawę wymaga świętej cierpliwości, bo inaczej naprawdę można kogoś zamordować.

    1. Hehe, zdają sobie sprawę, zresztą sami nigdy nie mieszkali blisko swoich rodziców, więc tego nie oczekują od swojego syna, choć jest jedynakiem. Powiem Ci, że jak na Arabów, to ta sytuacja jest naprawdę wyjątkowa, bo standardem są wielopokoleniowe rodziny mieszkające razem.

      Odnośnie chęci mordu… obiecałam sobie, że przed następną podróżą naszpikuję się valium ;)

  4. Przeczytałam a teraz nareszcie wracam z komentarzem. Styl domu mi znany, nie lubiany, ale też jestem w stanie go docenić u kogoś jeśli jest to wersja light, a tu mimo potęgi kolekcji, lwów i smoków ;-) – jest to wersja light, naprawdę. Poza tym wzruszyła mnie opowieść o teściu odkładającym całe życie pieniądze na wymarzony dom – pięknie, gdy marzenie uda się spełnić. A pasja u innych (choćby było to mycie podłóg :-D) zawsze budzi we mnie pozytywne odruchy :-).

    Ogród rewelacja, choć roślinność nie jest z mojego jordańskiego punktu widzenia egzotyczna – taka codzienna, jaką widzę idąc do super marketu po mleko i mąkę ;-). Ale wzruszyły mnie kaktusiątka :-).

    Odetchnęłam z ulgą na komentarzową wieść, że nie zamierzacie tam zamieszkać. Po prostu, choć nie znam Cię aż tak dobrze, jakoś zupełnie nie mogę sobie Ciebie tam wyobrazić :P, tj. w Egipcie, w tym domu, w rodzinnym domu z teściami. Ale mieć taką bazę na wakacje – taką „działkę poza Europą” – no to już zupełnie inna i całkiem fajna sprawa :-).

    1. Kochana, może nie znasz mnie aż tak dobrze, ale jednak bardzo dobrze ;) mieszkanie pod jednym dachem z teściami na stałe najpewniej skończyłoby się mordem ;)

      Kaktusiątka to kolejna miłość mojego teścia (poza żoną, kolekcjonerstwem wszystkiego, malowaniem i majsterkowaniem) – podczas pobytu w Polsce, do Egiptu wywiózł 9 albo 11 (nie pamiętam dokładnie, wiem, że koło 10) kaktusów kupionych w kwiaciarniach i Obi… on je hoduje, modyfikuje, krzyżuje i przycina tworząc kaktusowe wariacje…

      hm… zaczynam rozumieć, skąd mój Małż ma „niespokojne ręce”, które po prostu MUSZĄ coś tworzyć… ;)

      1. :-)

        a ja czytając o Twoim teściu pomyślałam, że jego syn podał się do niego w znacznym stopniu. Oczywiście to wniosek na podstawie tego co tu o Twym małżu wyczytałam, więc żeby nie wyciągać pochopnych – przemilczałam sprawę ;-). A tu proszę … :-)

        Idę czytać kolejny wpis – tytuł brzmi intrygująco :P

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s