Nic dodać… tylko ująć…

Reklamy

19 thoughts on “Nic dodać… tylko ująć…

  1. A wszystkim dobrze znaną katolicką stacje radiową odbiera :P? Ja jak kupiłem samochód to miałem tam takie radio, które tylko i wyłącznie odbierało tą stację… niezależnie jaką częstotliwość się ustawiło :D

      1. Ułaa… ale fail :D To dlatego, że wskaźnik temperatury taki malutki :D Nieźle, 50 C… Ile było najwięcej odkąd mieszkasz w Dubaju?

        1. Co nas nie zabije… ;) myślę, że człowiek dużo może, jeśli jest odpowiednio umotywowany i głęboko wierzy w sens tego, co robi… a odnośnie „tortur”: shiva sadhu (wideo oznaczone jako 21+, ale nie ma tam niczego, czego by nie pokazali na National Geographic, spokojnie :) ) – w tym kontekście, całodzienny post wydaje mi się łatwy do zniesienia ;)

  2. Mówiłam Ci już, że kocham ten stan wrzenia? Że tęsknię za nim? Za tym gotowaniem się na surowo w warunkach wilgotności 99? Nie mówiłam? Niemożliwe! No to tęsknię, kocham ten stan i bardzo, ale to bardzo Ci zazdroszczę po raz któryś ;))) W zamian oddam lato do dupy, jak co roku w Polsce. Wchodzisz w to?

      1. :D We wrześniu osiągniesz stan nirwany – Polanda zafunduje być może trzaskającą zimę, albo upalne lato :) W każdym razie ja pamiętam trochę wyżej, bo +55 pamietnego roku w Abu Dhabi i… tez mi było dobrze :)

  3. Imponująca temperatura! Musi być…hmm… ciekawie doświadczyć życia w takich warunkach. Podobną wilgotność pamiętam z Hongkongu. Ciężkie to było do zniesienia, choć nie było aż tak gorąco!

  4. Obejrzałam tego Hindusa… Nie jestem facetem, więc pewnie trudno mi sobie nawet wyobrazić, jaki to jest ból, ale zakładam, że koszmarny…
    Powiem tak: nie mam nic przeciwko żadnej religii – bo dla mnie, jako ateistki, to jest wszystko jedno – ale praktyki religijne, które szkodzą człowiekowi, a w szczególności jego zdrowiu i życiu, budzą mój zdecydowany sprzeciw. Nie ma dla mnie znaczenia, na jakiego kto boga się powołuje i w jakie ładne słowa to ubiera. Jeśli w imię religii robi się rzeczy z punktu widzenia biologii i fizjologii organizmu ludzkiego szkodliwe, to w moim mózgu zapala się jedna lampka – kretynizm i bezsensowne okrucieństwo.

    1. Ja bym termin „kretynizm i bezsensowne okrucieństwo” zastosowała dopiero, jeśli ktoś te praktyki chce wymusić na innych. Jak osobie wierzącej to odpowiada, jej kwestia. Wydaje mi się, że osoby silnie wierzące, czerpią satysfakcję z osiągania wyzwań, które sobie stawiają, a to sprawia, że czują się spełnione/szczęśliwe. Dobre samopoczucie psychiczne, poczucie spełnienia są bardzo ważne dla poprawnego funkcjonowania. Przykładem mogą być sukcesy dogoterapii, terapii śmiechem, gdzie pacjenci lepiej czujący się psychicznie, mają większe szanse, albo wracają szybciej do zdrowia. Jednym pasuje głaskanie pieska, innym niejedzenie, a jeszcze innym – rozciąganie… ;) W każdym z tych przypadków, to półśrodek do osiągnięcia stanu równowagi duchowej/psychicznej/jak zwał, tak zwał.

      Pomyślałam o wyczynowych sportowcach, którzy również robią rzeczy z punktu widzenia zdrowotnego szkodliwe. Większość z nich kończy karierę wcześnie z powodów kontuzji, które zazwyczaj przynoszą ból przez resztę życia (po moich doświadczeniach chirurgiczno ortopedycznym nie wierzę, że całkowita rekonwalescencja jest możliwa, to zawsze kiedyś się odzywa). Mają tego świadomość, często trenują mimo bólu wiedząc, że niszczą swoje ciało. Ale widocznie satysfakcja, którą z tego czerpią, musi przewyższać wszystko inne, bo nie wierzę, że dla pieniędzy można się czemuś tak oddać.

      Jest jakaś różnica, czy człowiek poddaje swoje ciało ekstremom z powodu pasji, chęci przezwyciężania własnych ograniczeń, czy dlatego, że wierzy? Wydaje mi się, że w głębi jest to ta sama potrzeba zaspokojenia potrzeb „ducha”, wbudowana w organizm ludzki. U jednych silniejsza, u innych słabsza. Nie nazwałabym tych pierwszych kretynami…

      PS. Dzięki za maila :) pogadam z mężem i spróbuję złapać tego znajomego i Ci wszystko ładnie opiszę :)

      1. Przynajmniej nie wyszłam na hipokrytkę – bo dla mnie sport wyczynowy w takim wydaniu, że człowiek po zakończeniu kariery jest inwalidą, też jest kretynizmem…

        Oczywiście, zgodzę się, że to jest trochę inna kwestia, jeśli ktoś dobrowolnie zadaje sobie cierpienie – dobra, jego sprawa, choć mnie to zakrawa na masochizm, a masochizm to jednostka chorobowa. Nie trafia do mnie argument, że robi się to dla ducha, jeśli ma się to odbywać kosztem ciała. Niby dlaczego potrzeby duchowe mają się realizować kosztem własnego organizmu? Moim zdaniem powinno się zachować równowagę w tych sprawach.

        Czyli podsumowując – jeśli ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli, będąc w pełni władz umysłowych, zadaje sobie cierpienie fizyczne czy nawet szkodzi swojemu życiu i zdrowiu, tłumacząc to korzyściami duchowymi [vel religią], to powinien mieć do tego prawo w imię wolności jednostki do samostanowienia o swoim życiu. Inna sprawa, że DLA MNIE OSOBIŚCIE taki ktoś robi bez sensu [że tak to delikatnie nazwę…], ale to już moje prywatne odczucie.
        Natomiast z całą stanowczością bulwersuje mnie ZMUSZANIE kogokolwiek do takich praktyk czy wywieranie na nim presji, by się umartwiał „w imię duchowości”. To JEST okrucieństwo, barbarzyństwo i z tym powinno się walczyć. Wszystko jedno, jak się to wytłumaczy – ból to ból, cierpienie to cierpienie, kalectwo to kalectwo.

        1. I to jest właśnie różnica w naszych poglądach, bo ja podziwiam ludzi, których duch zwycięża nad ciałem, nawet kosztem tego drugiego – poszczących muzułmanów, zasuwających na piechotę do Częstochowy katolików, pozostających bez ruchu przez kilkanaście godzin mnichów buddyjskich, zawodowe baletnice i sportowców wyczynowych, którzy dokonując nadludzkiego wysiłku, ujarzmiają ograniczenia narzucone przez biologię i fizjologię, stają na podium, gdzie, najczęściej ze wzruszenia i szczęścia, płaczą. A wraz z nimi kibice.

          Skoro już wiemy, na czym stoimy, proponuję zamknąć temat.

  5. Witam
    Bardzo interesujacy blog:)
    Nazywam sie Aneta i od ponad 6 lat mieszkam w UK. Obecnie pracuje nad ciekawym projektem (biznesem) i poszukuje kogos kto moglby go rozwinac w Emiratach Arabskich.
    Skontaktuj sie ze mna prosze to przekaze wiecej informacji w celu rozwazenia.

    Pozdrawiam
    Aneta

    1. Dziękuję :)

      Ja po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” raczej skłaniam się ku otwieraniu własnego biznesu poza Emiratami… ;) jeśli masz pytania, pisz śmiało na email podany w pasku po prawej stronie. Pozdrawiam :)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s