Iftar

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, o zachodzie słońca następuje złamanie postu (iftar) i tłumy zasiadają do kolacji. Restauracje rezygnują ze swojego tradycyjnego menu i oferują posiłki w formie stołu szwedzkiego.

Zgarnęliśmy dziś naszych sąsiadów i ruszyliśmy do irańskiej restauracji. Powiem tylko, że chociaż jako jedyna miałam brzuszek napełniony śniadaniem (zjedzonym o 4 rano), drugim śniadaniem i obiadem, to jako pierwsza pobiegłam do korytka, gdy z głośników rozległy się dźwięki Adhan.

A korytko było pokaźne:

pustki na 15 minut przed zachodem słońca… punkt iftar, każdy stolik był zajęty
daktyle na przekąskę
jagnię z rożna
jagnię z rożna
sałatkowy raj
po prawej: irańska wersja babaghanouj, czyli rozmemłanych, grillowanych bakłażanów, wzbogaconych pestkami granatu
do koloru do wyboru… dosłownie :)
waraq einab, czyli faszerowane liście winogron; moja ulubiona przekąska, a jednocześnie potrawa dobrze znana również w Grecji
przypominające wyglądem groszek ptysiowy balah el sham, czyli daktyle z Lewant; gniazdka z nitek, czyli mushabek oraz noon khamey, czyli bułka z kremem; wszystko podobno koszmarnie słodkie i niestety poza moim zasięgiem

Powyższe zdjęcia to niecała 1/4 tego bufetu. Niestety najpierw byłam skupiona na jedzeniu, a następnie na trawieniu, dlatego fotek jest tyle, ile jest ;) Jeśli dobrze liczę, zostało jeszcze 25 dni Ramadanu, więc może nadrobię…

Reklamy

14 thoughts on “Iftar

  1. Nasuwa mi się tak szczerze tylko jedna refleksja – NIKT mi nie wmówi, że to dobre dla organizmu z punktu widzenia fizjologii, by nic nie jeść przez cały dzień, a potem nawpierniczać się po uszy na kolację… Może i Ramadan ma jakieś korzyści duchowe [w końcu wszystkie religie stosują jakieś formy postu], ale zdrowotnie to koszmar.

    1. Wiesz, z jedzeniem to jeszcze bym to była w stanie przyjąć. Specjalistą nie jestem, ale wydaje mi się, że te wszystkie posty w różnych religiach są po to, żeby jakoś organizm odciążyć albo coś zmienić. Nie wiem, ale zakładam, że może być to traktowane jako „detox”. Ale odnośnie odwodnienia organizmu, to już inna historia… trudno mi wyobrazić sobie, jakie korzyści mogą płynąć z nieprzyjmowania płynów przez 10-12-15 godzin dziennie. Tu korzyść widzę jedynie duchową… Ale powiem jedno – podziwiam upór i wytrwałość, bo ja z tych, co jak dwie godziny nie jedzą, to z głodu umierają ;)

      1. A, no teoretycznie to poszczący nie powinni się „nawpierniczać”, tylko zjeść z umiarem… ale natura ludzka jaka jest, każdy widzi ;) bardzo mi to przypomina nasze rodzime kolacje wigilijne, po których przeciętny obywatel grzecznie turla się na kanapę albo fotel ;)

        1. Zapomniałam wspomnieć, że dużo osób jest zwolnionych z obowiązku poszczenia: dzieci, osoby starsze, chore, niepełnosprawne, kobiety w trakcie okresu, ciąży i karmienia piersią… generalnie, pościć mają zdrowi i silni. Natomiast jak ktoś właśnie niedomaga, a jest go stać, to zasada jet taka, że powinien za każdy dzień, kiedy nie pości, nakarmić ubogich. Pojawiają się specjalne stacje zbiórki darów i stoiska Czerwonego Półksiężyca sprzedające cegiełki. Przy czym zazwyczaj są to konkretne dotacje, nie 1 dirham na odczepnego. Np. jedna z moich sąsiadek, która jest w ciąży, kupiła 30 cegiełek po 50dhs każda, z czego to 50dhs to kwota dziennego wyżywienia jednej rodziny – ofiar wojny w Syrii. Więc zamiast pościć, opłaca miesięczne wyżywienie jakiejś rodziny.

          Niby można powiedzieć, fajnie, a po tym miesiącu co? Ale myślę, że lepiej mieć miesiąc dobroci i empatii, niż nic.

    1. W tej restauracji to było 99dhs za osobę. Są restauracje, które oferują bufety za 30-50dhs i są takie za 250dhs. Pars (restauracja, o której mowa) to idealny kompromis ceny i jakości :)

  2. Jesz jagnięcinkę? Ja jeśli nie byłabym zmuszona siłą wyższą – nie tknę. I też podziwiam tą wytrwałość… Nawet bardzo. A jeśli już chodzi o zakaz picia – koniec świata. Może to jednak kwestia „wprawy” od dzieciństwa, przebywania w tej kulturze, nie wiem… ale szacun dla tych, co potrafią – bez wdawania się w dyskusje czy to zdrowe czy nie. Post nie powinien szkodzić, jeśli ludzie potem jedliby z umiarem by zaspokoić głód, ale w teorii wiadomo jak to jest ;-).

    Gołąbeczki z liści winogron – byle nie z baraniną – zjadłabym chętnie. A ileż tych sałatek… I weź tu człeku zaspokój jedynie pierwszy głód…

    Czekam na dalsze relacje :-), pozdrówka!

    1. Rozumiem, że nigdy nie jadłaś dobrej jagnięciny? Bo stary baran zawsze zajeżdża „sikiem” lub bardziej wyrafinowanie „wiatrem” :) W Polsce nie ma kultury jedzenia jagnięciny, bo nie ma dobrego mięsa, tak samo z wołowiną. Zwierzęta hoduje się specjalnie na mięso, a nie na mleko/wełnę i dopiero jak jest zwierzak stary to go się „przeznacza” na mięso.
      Tak tylko mówię, warto próbować nowych i dobrych rzeczy :) bo steki jagnięce marynowane w mięcie to jest jedna z najlepszych potraw jaką dane mi było próbować.
      PS. Też kiedyś „nie lubiłam”.

      1. Ja chyba nawet baraniny nie jadałam, choć w daaawnych czasach zdarzała się u nas w domu ;-). Wuj hodował owce, więc barany i jagnięta miewali na stole i nam podrzucali. Miałam okazję zjeść jagnięcinę jak mieszkałam w Irlandii, bo oni tam bardzo lubią lamba i można kupić w sklepach i zamawiać w restauracjach. Niestety – to nie moja działka. Nigdy nawet mnie nie kusiła. W kwestii mięsa jestem raczej bezwzględna – wieprzowina i drób, czasem ryby. Nawet wołowina jedynie od wielkiego dzwonu.

        Ale nie urodziłam się wczoraj. Nie zarzekam się, że nigdy nie zjem jagnięciny. Kto wie, co mi na przykład odwali na starość, albo utknę w górach bez prowiantu a jedynie sam na sam z jegniakiem? ;-)

    2. Jadam, ale tam akurat nie jadłam. Obok jagnięcinki były grillowane krewetki królewskie, a obok krewetek kurczak w curry, a obok kurczaka w curry, kurczak marynowany w jogurcie, a obok kurczaka marynowanego w jogurcie, jagnięce kofty, a obok jagnięcych koft, baranie kofty… sama rozumiesz ;) jak doszłam do jagnięcia, nie bardzo miałam miejsce na talerzu ;)

      Odnośnie postu, to prawda, trenują od dziecka, z tym, że dzieci mają wersję bardzo lekką, np. poszczą do 10 rano.

  3. Uczta imponująca! Czekam na dalsze zdjęcia. To o czym piszesz bardzo mnie ciekawi. Pyszne musiało być wszystko po takiej głodówce. Chciałabym kiedyś być tego świadkiem i konsumentem oczywiście!
    Widzę, że rozpętałam ciekawą dyskusję pod poprzednim postem:)

  4. Czesc Ania! Kazdy ma inne wrazenia z pobytu w krajach arabskich, mnie ciekawi kazda z opowiesci. Niektore kraje sa naprawde przyjazne, inne (jak z Twojego doswiadczenia) naprawde przerazajace.
    Uwielbiam iranskie jedzenie, w Ibn Battuta byla (jest?) taka mala fajna knajpka iranska…no ale ta ze zdjec to juz prawdziwy wypas :)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s