Taram taram taRAMADAN

No i się zaczęło.

Dziś o 4:20 rano imam zawołał na Fajr, czyli poranną modlitwę, obwieszczając początek czterotygodniowego postu. Oznacza to, że od dziś, aż do następnej pełni księżyca, muzułmanie muszą powstrzymać się od przyjmowania posiłków i płynów (w tym także wody) od świtu do zmierzchu. Ponieważ Emiraty to państwo muzułmańskie, od picia i jedzenia powstrzymać się muszą wszyscy, przynajmniej w miejscach publicznych.

Za siorbnięcie łyka wody na ulicy, czy w centrum handlowym, dostać możemy mandat. W najlepszym przypadku. Zwolnione od tego oczywiście są osoby chore, dzieci, kobiety w ciąży. Reszta – łykamy co najwyżej ślinkę. Ciężko będzie, bo upały nie ustępują, a dzień ciągle długi. Dziś post rozpoczął się o 4:21 rano, a zakończy o 19:12, co daje niemal 15 godzin bez przyjmowania płynów.

Są też tego dobre strony. Ramadan, nazywany świętym miesiącem, to czas wieczornych spotkań z rodziną i przyjaciółmi. Wspólne oczekiwanie na wezwanie imama (Adhan)  do złamania postu (iftar), uroczyste posiłki, restauracje rezygnujące ze swojego tradycyjnego menu a la carte na rzecz otwartych bufetów, a to wszystko w atmosferze radości, sprawiają, że Ramadan jest nie tylko do zniesienia, ale mogę go śmiało nazwać bardzo przyjemnym czasem. To tak jak kolacja wigilijna, tylko przez miesiąc.

Oczywiście, jest to czas przyjemny dla mnie, ale ja znajduję się w tej wygodnej sytuacji obserwatora zatopionego w kulturze kraju, w którym mieszkam.  90% moich znajomych to muzułmanie, dzięki czemu wyjaśniona została mi idea postu, to o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi, a także udziela mi się panująca w tym czasie atmosfera.

Z obserwacji otoczenia wnioskuję jednak, że spora (choć nie wszyscy) część expatów, która otacza się tylko i wyłącznie innymi, europejskimi expatami, szczerze nie znosi tego okresu. Skromny ubiór i zakaz picia kawy na wynos, pozamykane w ciągu dnia restauracje okazują się być ciężkie do strawienia.

Usłyszałam kiedyś od spotkanej raz jeden Polki „wiesz, ja nie toleruję tego ich zakłamania – nie jedzą i nie piją przez miesiąc, i to ma ich uczynić świętymi”. Po czym całą długą litanię innych nietolerowanych rzeczy i bardzo wiele wtrąceń typu „a nie tak, jak u nas w Polsce/Europie”. Nie pobłogosławiłam wtedy tej wypowiedzi żadnym komentarzem. Z kilku powodów:

  1. Nie lubię wdawać się w dyskusje z ludźmi, którzy mają swoje starannie ułożone teorie na tematy, o których nie mają pojęcia, i głoszą je jako jedyny słuszny punkt widzenia.
  2. Nie lubię ludzi, którzy jęczą i narzekają na swoją sytuację, w której to się znaleźli na własne życzenie. Emigrowałeś do kraju muzułmańskiego? To się dostosuj do muzułmańskich zwyczajów. Nie chcesz? Nikt cię tu na siłę nie trzyma. Mogę podrzucić na lotnisko. Ale nie chrzań, że tu jest źle, a w domu dobrze, bo to jest kwestia spojrzenia.

Odnośnie idei postu – z tego, co mówi mój Małż, to powstrzymanie się od przyjmowania wody i pokarmu, jest jedynie dodatkiem. Ramadan to miesiąc hartowania ducha, udowadniania sobie, że potrzeby ciała są drugorzędne, że mamy silną wolę. To czas, w którym bogaci i syci przeżywając niedostatek, uczą się współczucia dla biednych, głodnych, spragnionych. To czas zatrzymania się w pędzącym świecie i zastanowienia nad kwestiami duchowymi. W końcu, to czas jednoczenia się przy wspólnych posiłkach, zacieśniania więzi i wnikania w swoje mikrospołeczności.

A dla mnie? Cóż, podniosłam rzucone przez Małża rękawiczki „ty? w życiu nie wstaniesz o 4 rano na śniadanie”. Wstałam. Zjadłam śniadanie o 4 rano i zamierzam to kontynuować do końca Ramadanu. Ale całodniowy post jednak zostawię dla niego ;)

Ramadan Kareem!

źródło: listenarabic.com

Adhan z kanału Dubai One:

Reklamy

29 thoughts on “Taram taram taRAMADAN

  1. No cóż – jako osoba niewierząca w ŻADNEGO boga mam zdecydowanie negatywne zdanie na temat ograniczeń narzucanych przez religię. Wszystko jedno, czy katolicką, czy muzułmańską. Nikomu nie bronię pościć od świtu do zmierzchu, jeśli to jest jego wybór – ale gdyby MNIE, ateistce, coś takiego narzucano, podniosłabym krzyk. Podobnie, jeśli ktoś mi w Polce próbuje nakazać jakieś zachowania religijne, to się buntuję.
    Na całe szczęście nie mieszkam w Emiratach i dlatego nikt mi nie wlepi mandatu.

    Chcę jeszcze raz podkreślić – jestem zdania, że religia to sprawa prywatna człowieka. Jeśli ktoś CHCE przestrzegać postu, to fajnie, niech to robi, jego sprawa. Ale tak samo, jak ja uszanuję wolę tego kogoś, tak samo oczekuję, że on uszanuje moją do nieprzestrzegania postu.

    1. Zgadzam się, że religia nie powinna niczego narzucać osobom, które jej nie wyznają. Dlatego jestem zwolenniczką idei rozdziału religii od państwa. Ale jestem też zwolenniczką „wolnoć Tomku w swoim domku” – Emiraty to państwo muzułmańskie i ci, którzy w nim przebywają, powinni stosować się do jego przepisów. Tak jak nie chciałabym, żeby obcokrajowcy narzucali zmiany w Polsce, tak szanuję, że państwa religijne rządzą się swoimi prawami. A rozstrzyganie czy one złe, dobre, czy nijakie powinno należeć tylko do rdzennych mieszkańców.

      1. Tu też się z Tobą zgadzam. Dlatego nie zamieszkałabym w Emiratach [pomijając to, że nie zniosłabym upałów]. Nawiasem mówiąc pod tym względem to w Polsce jest gorzej, bo teoretycznie jest państwem świeckim, a w praktyce jest różnie.

        1. A wiesz, coś w tym jest. Mi się Emiraty wydają bardziej tolerancyjne niż Polska. Fakt, mają swoje przepisy, prawo jest w znacznej części regulowane przepisami religijnymi, ale o ile tego prawa nie łamiesz, nie jesteś wytykana palcami, traktowana gorzej, sąsiedzi nie sprawdzają przez wizjerek, czy idziesz w piątek do meczetu. Religia jest kwestią indywidualną i o ile czyjeś zachowanie nie godzi w normy obyczajowe zgodne z islamem, to nikogo nie obchodzi w co wierzysz lub nie wierzysz.

          A same normy obyczajowe, choć zgodne z islamem w kwestiach fundamentalnych (np. ciąża poza małżeństwem), to jednak są baaaaardzo liberalne, oczywiście w kategorii państw arabskich. Wiesz co jest wg mnie najlepszą tego stroną? Nie ma nachlanych gnojków robiących burdy i zaczepiających ludzi na ulicach. Alkohol mogą podawać tylko restauracje należące do kompleksów hotelowych, a przebywanie w stanie nietrzeźwym w miejscach innych niż restauracje z licencją, taksówka lub dom, to mandat, areszt, potencjalna odsiadka i deportacja. Efekt – spokój na ulicach i bezpieczeństwo, o jakim mogą pomarzyć Szwajcarzy.

  2. No, z tolerancją to w mojej ocenie przesada, skoro jest to tolerancja na zasadzie „jeśli przestrzegasz naszych religijnych zasad, to cię tolerujemy, ale jeśli nie, to łamiesz prawo…”. Państwo religijne z założenia nie może być tolerancyjne, bo gdyby takie było, to przestałoby być religijne, tak ja to widzę. Plus w porównaniu do Polski jest tylko taki, że w Emiratach – z tego, co piszesz – nie ma hipokryzji. To znaczy z góry wiesz, że to państwo wyznaniowe i że masz przestrzegać ich religijnych zasad, a jak nie, to albo więzienie, albo „wypad z lokalu”. Ale to dalej nie jest tolerancja :)
    Polska za to niby nie jest wyznaniowa, ale za to hipokryzja ma się dobrze :)

    1. Hm… według mnie to jednak tolerancja. Na zasadzie „nie łam naszych przepisów” ale „wierz w co chcesz, w swoim gronie rób co chcesz”. Tolerancją nazywam szacunek dla przekonań innych ludzi. W Polsce to właśnie ta hipokryzja „rób co chcesz, to wolne państwo” ale „wyzwiemy cię, wytkniemy cię, wyśmiejemy cię”. O to mi chodziło :)

    1. A wiesz, tolerancja to w ogóle ciekawy temat. Chyba mało jest kwestii, które są tak różnie definiowane i o których można prowadzić naprawdę ciekawe i długie dyskusje… np rozumiem o co Ci chodzi i mam pod skórą przeczucie, że nasze definicje choć różne, to jednak całkiem bliskie ;)

      Ale filozoficzną debatą zapachniało… nie na mój umysł inżyniera… ;)

  3. Byłam w tym okresie w Algierii 30 lat temu 2 razy i pamiętam te restrykcje, dotyczące zakazu jedzenia i picia na ulicach, bo oczywiście w domu, jedliśmy normalnie (mój Tato był tam na kontrakcie). Byłam bardzo młoda i niewiele wiedziałam o tamtejszych zwyczajach. Bardzo odrzucił mnie ich stosunek do zwierząt (te biedne, chude psy, prześladowane przez dzieci i nie tylko), poza tym dobierał się do mnie taki jeden, niby taki religijny i wszędzie widziałam obrazki, które mnie raziły, np traktowanie dzieci (bose, z goła pupą po śniegu), więc ogromnie się do muzułmanów zraziłam. Długi czas nie mogłam na nich spojrzeć obiektywniej. Teraz moje poglądy są bliskie Twoim. Są u siebie, niech żyją wg swoich reguł, ale ja osobiście bałabym się zamieszkać wśród nich.
    Pozdrawiam

    1. Ja bym się bała zamieszkać w jakimkolwiek bardzo biednym kraju. Taka jest natura ludzka, że tam gdzie brak żywności, wody i edukacji, najczęściej brakuje też poszanowania drugiego człowieka, o zwierzętach nie mówiąc. Co się na Ukrainie stało z bezdomnymi psami, chyba nie muszę powtarzać. O milionach bezdomnych i eksploatowanych dzieci w Rosji, Indiach czy Chinach też wiadomo. Meksyk, Kolumbia, Kuba – miejsca, gdzie dla części populacji ludzkie życie jest warte mniej niż skręt, a strzelaniny narkotykowych karteli to codzienność. Szczerze mówiąc, gdybym miała paść ofiarą takich miejsc, to byłoby mi już obojętne, czy mi zetną głowę w imię religii, strzelą w czoło, bo ktoś nie zapłacił okupu, czy po prostu przez przypadek zastrzelą.

      Kraje arabskie, poza państwami Zatoki, są bardzo biedne, od lat targane wojnami, które owszem, przybrały teraz postać religijnych, ale zaczęło się zwyczajnie – od pieniędzy, ropy, terytorium.

      To, co chcę przez to wszystko powiedzieć, to że ludzka natura nie potrzebuje religii, żeby zamanifestować swoje okrucieństwo i tak samo boję się niewykształconych, głodnych, zdesperowanych muzułmanów, jak boję się niewykształconych, głodnych, zdesperowanych polskich dresiarzy.

  4. Rozne sa biedne kraje. Sudan to biedny kraj, a jednak jest tu bezpieczniej niz w Emiratach! Wiem co mowie, mieszkalam w Dubaju, Sharjah i Abu dhabi 3 lata. Sharjah, ten najswietszy emirat, byl totalnym hardkorem. Nigdy nie bylam tak przesladowana na ulicy: trabienie, wolanie, sledzenie (jezdzenie za mna, spacerujaca), kolesie potrafili okrazac meczet 5 razy zeby sie na mnie pogapic). Bylo sporo przypadkow, ze dziewczyny (ale to juz ich glupota) byly wywozone przez nowo poznanych Emiratczykow na pustynie i tam – albo sie oddajesz, albo cie zostawiamy. W Sudanie ludzie sie witaja, ale nic wiecej. Nigdy mnie nikt nie przesladowal. I mimo, ze to taki biedny kraj – nikt tu nie kradnie, nie ma wlaman do mieszkan, nie ma zabojstw, gwaltow (nie do pomyslenia tutaj). Takze prosze, nie generalizujmy. Aha a z calego UAE najlepiej mi sie mieszkalo w Abu Dhabi, nie wiem czemu tam ludzie sa jacys inni :)

    1. Oj, żeby nie było, ja nie twierdzę, że wszystkie biedne kraje są przepełnione żądnymi krwi zwyrodnialcami, ale chodzi mi o to, że brak poszanowania dla ludzkiego życia (i życia w ogóle, wliczając w to poszanowanie przyrody) ściśle wiąże się z sytuacją ekonomiczną danego kraju/regionu. Jak zapewne we wszystkim, są wyjątki potwierdzające regułę.

      W Sharjah byłam tylko 2 razy, ale nigdy mnie tam nic złego nie spotkało. Choć fakt, jest to emirat najmniej lubiany przeze mnie i wszystkie mi znane osoby (ma sporo mentalnych naleciałości z Arabii Saudyjskiej). Za to Dubaj to dla mnie najbezpieczniejsze miejsce, w jakim do tej pory byłam. Nikt też na mnie nigdy nie trąbił, nikt nie zaczepiał, nikt nie zagadywał… rany… może ja tak koszmarnie brzydka jestem?! ;) no ale moje ładne koleżanki też nigdy się na nic nie skarżyły… może czasy się zmieniły :)

      Zaciekawiłaś mnie tym twierdzeniem o bezpieczeństwie w Sudanie i poszperałam w sieci, znajdując takie zestawienie: http://chartsbin.com/view/1454 (na 100,000 osób, w Sudanie, w 2004 roku było 27,3 morderstw, w ZEA, w 2006 roku – 0,9). Idąc dalej, na stronach amerykańskiego wydziału ds konsularnych, o Sudanie piszą „There is a high risk of crime in certain areas of Sudan, particularly in the Darfur and border regions. Crimes against persons or property are infrequent in Khartoum and the surrounding area, but you should follow common-sense security measures, such as keeping an eye on backpacks or hand luggage.” (http://travel.state.gov/travel/cis_pa_tw/cis/cis_1029.html#crime), podczas gdy o ZEA „Most travelers to the UAE are not impacted by crime. Violent crimes and crimes against property are rare, but do occur. ” (http://travel.state.gov/travel/cis_pa_tw/cis/cis_1050.html#crime)

      I tak się zastanawiam: statystyki tak kłamią, czy sytuacja poprawiła się od 2004 roku? Albo inaczej: gdzie Ty mieszkasz i gdzie bywasz? :)

      1. Oh nie…oczywiscie mowiac o Sudanie mam na mysli tylko duze miasta czyli stolice – Khartoum, gdzie mieszkam, Port Sudan, ew. Attbara. Darfur – chyba wszyscy slyszeli o Darfur…wiadomo jak tam jest…nie mowiac juz o Poludniowym Sudanie, ktory jest teraz odrebnym panstwem, ale od wielu lat toczyla sie/toczy sie tam wojna. Wiec sorry, mialam na mysli oczywiscie polnocne i wschodnie rejony Sudanu, z wylaczeniem Darfur na zachodzie i poludnie – gdzie obecnie rowniez trwaja walki. Chce tez tylko powiedziec, ze Sudan jest w osi zla USA i nic dobrego o nim nie napisza, przeciwnie UAE – jeden z sojusznikow:) Oczywiscie Emiraty sa bardzo bezpieczne, ja mialam nieprzyjemnosci tylko w Sharjah, to byl rok 2005-2006, mam nadzieje, ze sie zmienilo :) Za to w 2008 w Abu Dhabi bylo swietnie i zadne przykrosci. mnie nie spotykaly. Mam tez tylko taka mysl…ze bardziej niz w Sudanie, balabym sie zyc w USA, a nawet w Polsce. Szczegolnie z moim niezbyt do mnie podobnym dzieckiem ;) Pozdrawiam :)

        1. Nie było mnie w 2006 w Sharjah, ale jeśli chodzi o estetykę, sytuację na drogach, czy profil ludzi tam mieszkających, to obstawiam, że nie jest dużo lepiej ;) no, chyba, że wcześniej było tam naprawdę upiornie ;)

          Wiesz, mam dokładnie te same myśli, jeśli chodzi o życie w USA czy w Polsce… ja to pół biedy, ale jak pojawią się dzieci, które, powiedzmy, śnieżnobiałe nie będą ;) nie mówiąc o moim mężu, choć on, np. w Stanach, jest brany za Latynosa ;) i też się go boją… ;) biedni ci Amerykanie… taki ten świat dla nich straszny musi być… ;)

      2. Mieszkam w USA od 23 lat i mamy dziecko innej narodowosci -nie snieznobiale:) oj nie!
        Nigdy naszej coreczki ani nas nie spotkala zadna przykrosc czy niebezpieczenstwo. Jednak w Polskim kosciele czy sklepie glowy sie kreca oj kreca i takie usmieszki
        Z wieloma Amerykanami przyjaznimy sie i sa dla nas jak najlepsza rodzina.
        Tu nic nikogo nie dziwi.

  5. Mowiac, ze czuje sie bezpieczniej w Sudanie niz w Emiratach spersonalizowalam to stwierdzenie do wlasnych doswiadczen tak naprawde, nie myslac o skali morderstw itp. :)

    1. Oj wiesz, z tymi morderstwami zeszłam trochę z tematu. Generalnie chodziło mi o to, że kraje muzułmańskie nie są ani mniej ani bardziej niebezpieczne, niż inne kraje o podobnej sytuacji społecznej, politycznej, ekonomicznej. Dzięki mediom takim jak CNN, ludzie na dźwięk słowa „muzułmanin” wieją drzwiami i oknami ;) Serio, nie wiem czemu, ale ilekroć oglądam CNN i mowa jest o islamie, pokazują Mekke i tłum wiernych, z brodami, bijących głowami o podłogę. Tymczasem moje najbliższe otoczenie, to wykształcone, mówiące co najmniej dwoma językami obcymi, kobiety prowadzące własne biznesy, albo jeśli posiadają dzieci, odwiedzające spa, spotykające się na kawę, za które to przyjemności z ochotą płacą ich mężowie, którym z kolei do głowy nie przyszłoby kwestionować sposób życia ich żon, bo mają zakodowane, że kobietę otacza się opieką i pielęgnuje. Wśród wszystkich mi znanych, tylko dwie noszą hijab, co w żaden sposób nie robi z nich ofiar patriarchalnego społeczeństwa arabskiego.

      Natomiast to, z czym się zgadzam, to fakt, że obecnie islam może być groźny, ale nie ze względu na przesłanie tej religii jako filozofii, ale z uwagi na to, że jest traktowany jako narzędzie w rękach obłąkanych polityków (patrz mój wpis o bractwie muzułmańskim). I temu należy się przeciwstawiać i ograniczać, ale nie bronią, a dostępem do edukacji i podnoszeniem standardów życia (umacnianiem gospodarki) :)

      1. Masz racje! Niestety ja sama nie lubie islamu..ale staram sie byc tolerancyjna, naprawde. Mam tu nawet przyjaciolke, Amerykanke, ktora sie konwertowala, nosi chusty (czego nie robi w USA…ale tu to tak bardziej z obowiazku). Jest swietna jako osoba. Tak naprawde dopiero ona pozwolila mi sie otworzyc na to, ze kazdy powinien wierzyc w co chce/ lub nie wierzyc;) / i nie przeszkadzac w tym innym.

  6. Oczywiscie masz pelna racje na temat amerykanskiej anty-muzulmanskiej propagandy, ktora powtarza caly swiat. Jest to przeciez sposob na prowadzenie wszystkich interwencji w krajach arabskich. Eh nie bede lepiej zaczynac, bo polityki amerykansko- izraelskiej tez nie znosze, i zaraz wyjdzie ze jestem anty-zydowska:) Chce tylko powiedziec, ze zyje w krajach muzulmanskich od 2005 roku. Kocham Dubaj, w Sudanie tez zle nie jest. Religia nie ma wplywu na codziennie zycie tutaj, na szczescie. Inaczej sie ma rzecz w KSA, gdzie nigdy nie chcialabym nawet postawic stopy, a co dopiero mieszkac;)
    Btw. u nas w Ramadan moja ukochana kawiarnia na swiezym powietrzu jest czynna normalnie i mozna normalnie jesc :) Tego sie nie spodziewalam, przyzwyczajona Dubajem i ukrywaniem sie w samochodzie z jedzeniem i piciem ;))

    1. Moja corka (10 letnia) ma przyjaciolki katoliczke, baptystke, muzulmanke (z Egiptu) i niewierzaca. Chodza wszystkie do publicznej Amerykanskiej szkoly. Zapraszaja sie do domow i na urodziny.
      Wszyscy dobrze zyjemy w tej Ameryce obok siebie a wlasciwie razem.
      Kazda inna , inaczej wychowna laczy ich po prostu przyjazn!!!
      To ogroma zasluga rodzicow ale szkoly tez!

      1. Amerykański system szkolnictwa to to, czego życzę swoim przyszłym dzieciom. Niestety w Polsce program długo jeszcze nie będzie odzwierciedlał faktycznych potrzeb społeczeństwa, tak pod względem przekazywanej wiedzy, jak i nauczania życia w zmieniających się i coraz bardziej zróżnicowanych społecznościach…

        Na pewno nie mam takiej wiedzy i obserwacji jak Ty, bo nigdy w Stanach nie mieszkałam, ale z tego co czytam i o czym słyszę z opowieści znajomych, stworzyłam sobie obraz Ameryki jako bardzo tolerancyjnej i otwartej w jednej jej części, oraz politycznie poprawnej, ale przesiąkniętej niechęcią w drugiej, czego efektem była ta afera z przedstawicielem „straży sąsiedzkie”, który zastrzelił czarnoskórego 17latka.

      2. Droga Drogo :) takie tragedie sa na szczescie niezmiernie rzadko. Ameryka to OGROMNY! kraj i jestem pod wrazeniem jak wszyscy funkcjonuja. Przestepstwa na tle rasowym zdarzaja sie niezmiernie rzadko. Mieszka tu 312.8 milionow ludzi
        a takich przupadkow jest b niewiele. „Przesiakniecie niechecia ” -prejudice ?
        Skoro nie pojechalabym za zadne skarby na dzielnice Afro- Amerykanow w Chicago czy jestem przesiaknieta niechecia? Otoz ginie tam wiecej osob niz na wojnie – ile nie wiem gdyz nie moge znalesc ale w ciagu pol roku bylo cos ponad 1500 napadow z bronia! Nie gina tam czarni z rak „przesiaknietych niechecia’ bialych. Tam gina czarni z rak czarnych.
        Pisalas wczesniej ze nie lubia tu Latynosow. Otoz mam znajomych latynosow. Maja super prace, mieszkaja w pieknej dzielnicy ciesza sie American Dream.
        Maja znajomych wsrod Amerykanow. Bardzo ich lubie.

        Pewnie ktos ich nie lubi, pewnie ktos mnie lubi bo jestem Polka. Znajoma Polka ma meza czarnoskorego ktory bardzo ale to bardzo nie lubi bialych. Nie wiem dlaczego wzial sobie biala zone.
        Niechec bierze sie z tego co ludzie widza i ciagle musisz sobie tlumaczyc to tylko jednostki tak robia. Na moich oczach latynos dzgnal w serce kolege z mojej szkoly i zostawil go kaleka na cale zycie.
        Wlasnie wrocilismy z urlopui. Moje wodne dziecko chcialo ciagle siedziec na plazy. W pierwszy dzien zanlezlismy swietna polanke z 2 stolami i zejsciem na plaze. Spedzilismy na polance pol dnia . Na drugi dzien pojechalismy tam a tu rodzina Latynosow delektowala sie tam lunchem. Zmienilismy plany i postanowilismy na polanke wstapic wieczorem i zobaczyc zachod slonca.
        Tak tez zrobilismy. Uwierz doznalam szoku kiedy tam wrocilismy.
        Tam juz nie dalo sie siedziec. Nakretki po piwie, smieci, resztki jedzenia,
        obdrapane stoly wypalone kolka na trawie od gryla. Nie moglam uwierzyc wlasnym oczom. Niestety wiekszosc latynosow tak robi.
        Ale jakas latke przypniesz kazdej narodowosci Polak tez potrafi.
        Bylismy kiedys na wakacjach i wynajmowalismy domek od Polaka ktory mowil ze wlasnie pozegnal grupe Polakow ktorzy pili i zacowywali sie karygodnie. Wlasciciel nie chcial zeby Amerykanscy sasiedzi (ktorzy wczesniej nie mieli sycznosci z Polakam ) „przesiakli nienawiscia” do naszych rodakow mowil im ze to sa cyganie..
        Ogolnie Amerykanie sa ludzmi b dobrymi i otwartymi. Zyje tu wieksza czesc mojego zycia i jest mi tu naprawde dobrze, a idioci zdarzaja sie zawsze i wszedzie.
        Ewa

        1. To ostatnie zdanie to szczera prawda. Wychodzi na to, że, o zgrozo, daję się nieść „wiadomościom strachu”, jak nazywam serwisy informacyjne, które 80% czasu poświęcają zbrodniom, uprzedzeniom itp. Ciekawa jestem, czy gdyby nagle we wszystkim wydaniach wiadomości zaczęto mówić o pozytywnych akcjach, reakcjach, zgromadzeniach i pomysłach, czy świat stałby się bardziej przyjazny? Ile osób daje sobie wmówić, że inni ich nie lubią, tylko dlatego, że widziało w telewizji przedstawicieli „swoich” bitych przez „innych”… Zastanawiam się też, czy świat za czasów mojej babci był bardziej „cywilizowany” (pomijając okres wojen), bo tak wynika z opowieści o tym jak się żyło, jak się podróżowało, czy po prostu ludzie, nie mając dostępu do mediów, nie wiedzieli o skali przestępczości…

  7. Wszystko co napisalam jest szczera prawda ;)-moja opinia.
    Wyroslam w komunistycznej Polsce gdzie straszyli nas broniia atomowa z Ameryki.
    wiele minut spedzilam pod lawka w szkole. Ta lawka miala chronic przed atomem…buha ha ha

    Media nakrecaja to wszystko jeszcze bardziej. Dlatego zawsze staram sie byc soba i miec swoje zdanie i nie pozwolic sobie na pranie mozgu.

    Ewa

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s