Sceny z życia potwora. Potwora głodomora.

– Robię frittatę, usmażyć też dla ciebie? – zapytał jak zawsze troskliwie, jak zawsze gotowy uszczęśliwić swoją żonę.

Wchodząc do kuchni kilkukrotnie poruszyła nosem. Zwyczaj ten przejęła dawno temu od swojej suczki-kundelki i choć nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czy to faktycznie pomaga analizować zapachy, to jednak nigdy nie rezygnowała z możliwości pociągnięcia nozdrzami. Matka natura wiedziała, co robi powtarzała, a przecież psy są specjalistami w dziedzinie operowania zmysłem węchu.

– Pachnie powalająco, ale nie jestem bardzo głodna. Jak mi dasz od siebie dwa gryzy, to w zupełności wystarczy.

– Pewna jesteś? Żeby nie skończyło się jak z moją colą – rzucił mrużąc jedno oko.

Miała taki mały fetysz. Nie lubiła coli, a przynajmniej nie na tyle, żeby sobie nalewać porcjami. Za to uwielbiała upijać po trochu z jego dużej szklanki z uchem. Łyczek. Może dwa. No i jeszcze jeden. I jeszcze, bo trzy to nie do pary, a przecież nikt o zdrowych zmysłach nie będzie pił nieparzystą ilość razy. To jeszcze dwa. Ojej, skończyło się!

– Pewna jestem.

***

W drobną kostkę, naprawdę drobną, o krawędzi nie więcej niż pięć milimetrów pokroił pieczarki, zieloną paprykę, wołowe pastrami i cebulę. Jajka rozbił, roztrzepał, a następnie przefiltrował przez sitko, co nadało im jednolicie żółtą barwę i lekką, napowietrzoną konsystencję.

Na patelni rozgrzał oliwę z oliwek.

Poczuła lekki skurcz w żołądku. Dziwne. Przecież jestem najedzona.

***

Usiedli na sofie. Ona sięgnęła po pilota, a on poszedł nalać sobie coli. W dużej szklance z uchem.

– Kochanie, to mogę te dwa gryzy? – rzuciła, choć dobrze znała odpowiedź.

– Częstuj się śmiało.

Ojejku jakie to pyszne! Pomyślała, gdy pierwszy kęs tylko lekko musnął jej podniebienie.

– Mistrzostwo świata ta twoja frittata!

Zaśmiał się.

– To dziobnij sobie jeszcze – powiedział przymierzając się do otworzenia zmywarki. W szafce nie było żadnych dużych szklanek.

Dziobię, dziobię. Jeszcze tylko jeden. Ale zaraz, to był trzeci. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie bierze nieparzystej ilości kęsów. Jeszcze tylko jeden. O rany, jakie to jest pyszne!

***

Ze szklanką pełną coli zatrzymał się w połowie drogi na sofę. Może był już bardzo zmęczony, może to słabe oświetlenie, na które zdecydowali się w salonie, by odpocząć od codziennego żaru i mocnego słońca za oknem. Bo przecież nie…

– Kochanie, przepraszam, ale to było takie dobre… nie wiedziałam, że to będzie takie pyszne… ty naprawdę wspaniale gotujesz.. najlepiej na świecie… no i zawsze mówisz, że lubisz patrzeć jak jem… – wybąkała unosząc do ust ostatni kawałek – mogę łyczka tej twojej coli?

***

Minęło kilka dni, a ona nadal miała wyrzuty sumienia z powodu zaistniałego zdarzenia. Tego ranka więc, zaproponowała

– Kotku, może zrobić dziś twoją ulubioną zapiekankę z mielonego mięsa i cukinii?

Bardzo się ucieszył.

Mięsko ugotowała razem z cebulką i sosem pomidorowym. Zabrała się za smażenie pokrojonej w cienkie plasterki cukinii.

Bardzo lubi smażoną cukinię. W oliwie z oliwek i z solą.

Zjem plasterek. Albo dwa. No i jeszcze jeden. Przecież nikt o zdrowych zmysłach nie zjada nieparzystej ilości plasterków cukinii. To jeszcze dwa. Ojejej…

***

Z bardzo zmartwioną miną wpatruje się w będącą w piekarniku zapiekankę.

Ciekawe, czy będzie pamiętał, że miała być z cukinią…

źródło: vehrcommunications.com
Reklamy

26 thoughts on “Sceny z życia potwora. Potwora głodomora.

  1. Fantastyczne ;-). Najgorzej, że pod wpływem tego posta zgłodniałam a jeszcze muszę popokutować w robocie a potem zrobić zakupy a potem jechać po przedszkolaka… Więc nie wiem jak ja wytrzymam…

        1. Z tą 18 to mit i niepotrzebne tortury. Wiadomo nie od dziś, że wszystko najlepiej smakuje o 23 ;) a jak spojrzymy na nacje z ciepłych krajów, gdzie kolacje jada się o 22 i później, zauważymy, że wcale nie mają większego problemu z wagą niż w innych krajach, gdzie nie ma tego typu zwyczajów.. Więcej jest otyłych osób w Niemczech, Anglii, Kanadzie, niż w krajach arabskich, Hiszpanii, Włoszech, czy nawet Francji.

          Smacznego! :)

  2. Uuu… Musi Cię naprawdę bardzo kochać, jeśli Ci pozwala na takie numery :) :) :)
    U nas to jest zwykle odwrotnie – to Hipek dobiera się do moich kanapek, tostów czy czego tam jeszcze, mimo że wcześniej zdecydowanie zarzekał się, że nie jest głodny. Ale też muszę przyznać, że rzeczywiście na kilku gryzach się w jego przypadku kończy.

  3. Urocze i zachwycające, szczególnie w kontekście mojego dzisiejszego postu:-)
    Nie słyszałam o przefiltrowywaniu jajek przez sitko! Chyba sitko musi mieć duże oczka?

    Och, jak miło mi się zrobiło;-)

    1. Hahaha, ja też nie słyszałam do czasu, kiedy kilka tygodni temu Małż nagle podskoczył i pobiegł do kuchni. Brakowało tylko, żeby krzyknął „eureka” ;)

      Wszystko przez to, że on nie znosi konsystencji kurzego białka i ma obsesję kurzego zarodka. Samo ubijanie nie rozwiązuje problemu białka (wg niego…) no i zawsze widelcem polował na ten nieszczęsny zarodek. Teraz jajka roztrzepuje widelcem po czym przefiltrowuje przez najdrobniejsze sitko jakie jest, żeby ten zarodek został. A w procesie filtracji odsącza się też nadmiar nieroztrzepanego do końca białka..

      Ot, taka mała jego obsesja ;)

  4. Zupelnie jak u nas:) Wspanialy jak cos sobie szykuje to zawsze, tak juz z nawyku robi podwojna porcje, bo wie, ze mimo iz deklarowalam, ze nie bede jadla, to sie przysiade, wlasnie na kesa, ktory skonczy sie zjedzeniem polowy:))

    1. Mój mąż chyba niedługo też nabierze tego nawyku.. dziś o mało nie stracił sałatki z mozzarellą i pomidorami.. gdyby nie to, że zamiast tylko dodać pesto do smaku, to on tą sałatkę w pesto wykąpał, pewnie byłoby po jego przekąsce.. ;)

      Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyną wredną żoną, co podkrada z miski ;)

  5. Świetnie napisane :-). U mnie nikt nikomu z talerza/miski/kubka nie podbiera, bo każde je coś innego (o zgrozo!), szkoda tylko, że wyłącznie ja muszę gotować – podwójnie, a od jakiegoś czasu potrójnie, bo dzieć ma jeszcze inne upodobania ;-). Do tego nie zawsze nam się pokrywają pory głodu i tak albo gotuję nieprzerwanie w każdej przerwie od spraw innych albo, choć zdecydowanie za rzadko, jak anielska cierpliwość się wyczerpie – urządzam strajk i nie gotuję nic. A identycznie jak Ty, ma, odkąd pamiętam, moja siostra: „nie, nie jestem głodna/nie chcę kawy” Pół godziny później: „dasz gryzka/łyka?” i zeżry człowiekowi pół dania/wyżłopie pół kawy – za co ją jeszcze bardziej kocham :-).

    Zainteresowała mnie kwestia jajkowej obsesji, to już kolejny Arab, który taką ma. U mojego męża jest to w wydaniu: „jak zobaczę surowe jajko, to nie zjem tego do czego zostało dodane/co z niego zostało zrobione” oraz „jajka na twardo należy gotować bitą godzinę, aż sczernieją żółtka – wtedy na pewno są ugotowane” oraz „czuję w tym cieście jajko – nie tknę”. Niestety to tylko jedna z obsesji żywieniowych mojego męża, ma ich całą masę i kulinarne życie z nim to wrota piekła ;-).

    1. O rany, musisz jakiś porządek wprowadzić, bo przyrośniesz do garów ;)

      Myślałam, że to mój mąż ma jazdy, ale przed Twoim chylimy obydwoje czoła ;) I. nie ma problemu z wyglądem jajek, tylko z jedzeniem białka, które wygląda jak białko. Ciągle czeka, że ktoś zmodyfikuje genetycznie kury i będą znosiły samo żółtko ;) A skąd się to u niego wzięło, pozostaje zagadką, na którą odpowiedzi nie zna ani on, ani jego rodzice.. oni jedzą wszystko, co nie ucieka i nie kwiczy ;)

      A Ty masz jakieś „jazdy” kulinarne?

      1. Mój mąż bije wszystkich kulinarnych fusytów na głowę ;-).
        Mam – pasjami nie cierpię smażenia w oleju. Z jedzeniowych – jestem prosta w utrzymaniu, chętnie próbuję nowych rzeczy i nie zakładam z góry, że są be, choć są rzeczy,których bym nie tknęła – wszelkie flaki, móżdżki i robale,

  6. Rozumiem, że można podjadać komuś jedzonko, bo mamy lenia i nie chce nam się nic ugotować, ale żeby kogoś objadać to przesada. Trzeba się zastanowić: jemy bo nam smakuje czy jemy bo jesteśmy głodni. Nie można wszystkiego sobie odmawiać, ale czasami należy powiedzieć dość! Inaczej może być z nami źle a inni będą nas mieli za strasznego żarłoka.

  7. Powinnaś pisać książki! Kucharskie też ;)
    Ale chyba nie jesteś wyjątkiem w takim podjadaniu – u mnie też zwykle kończy się większym niż planowałam. Z tą różnicą, że ja wolę nieparzyste kęsy (i wszystko inne też;)

          1. Jak będę sławna i bogata, to czemu nie :P Ale na razie to się mogę rzucić co najwyżej na jedną sztukę :)

  8. Ale się uśmiałam…świetny tekst!
    No i jakbym nas widziała :)
    Na szczęście nie wyjadam wszystkiego, ale zdecydowanie nie jest to taka ilość jaką zjadłaby „najedzona” osoba ;) albo po prostu mój małż już mnie zna pod tym kątem i robi większą porcję od razu :)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s