Kobiety Koliberki

Zaczęły się Dubai Summer Surprises (DSS), czyli letnia wersja zimowego szaleństwa wyprzedaży.

Mówią, że jak ktoś czegoś naprawdę chce, to znajdzie sposób. W przypadku konsumpcji działa to również w drugą stronę – mając sposób (okazję), pojawiają się nagle potrzeby. Jak moja, na „małą czarną” bo mi brakuje w garderobie. I buty wyjściowe na obcasie „kaczuszce”.

Ruszyłam więc na Dubai Mall, z samego rana, o 10, żeby uniknąć tłumów.

Około godziny 12 poczułam te zakupy w stopach, łydkach i kręgosłupie, uznałam więc, że czas na przerwę. A że o 12 robi się już tłoczno, postanowiłam wybrać się do jednej, jedynej kawiarni, o której można powiedzieć „oaza spokoju” w całym tym handlowym molochu.

Raz, że nie jest to miejsce atrakcyjne dla dzieci. Nie ma dziecięcych stolików, zabawek, więc Arabki ze stadem bachorów raczej nie mają czego tam szukać.

Dwa, że znajduje się z dala od food courtów i nie ma do niej bezpośredniego wejścia. Trzeba przejść przez inny sklep.

Trzy, nigdy nie widziałam wzmianki o tej kawiarni w żadnym przewodniku, więc turyści nie walą tam drzwiami i oknami.

Jako że byłam dosyć daleko, postanowiłam drogę sobie skrócić i poczekać na windę. Schodami pewnie byłoby szybciej, ale dalej, a windy wprawdzie okupowane (dlatego trzeba sporo czekać), ale jednak dużo wygodniejsze w użyciu.

W końcu przyjechała. Podczas wsiadania nastąpiło pewne zawirowanie, w którym udział wzięłam ja, starsze małżeństwo Amerykanów i pięć Azjatek z dużą ilością potomstwa. Zwycięsko wyszła z tego nasza trójka, i chyba właśnie ten wspólny trud wsiadania bez potknięcia się o turlające niemowlę sprawiło, że poczułam do nich nutkę sympatii. Jako, że obłożeni byli aparatami fotograficznymi, w szortach i adidasach, wydedukowałam, że są turystami. Ściszonym głosem, by nadać całej sytuacji choćby odrobinę dreszczyku, zapytałam

Pokazać wam coś, czego nie ma w przewodnikach? Dwie pary oczu jednocześnie się zaświeciły.

Zabrałam więc moich nowych znajomych ze sobą do kawiarni. Bo, proszę państwa, z kawiarni rozciąga się niczym nieprzysłonięty widok na fontanny i Burj Khalifa.

Z tej kawiarni można oglądać je w pełnej okazałości, na siedząco, bez tłoku i przepychania.

Wdzięczni byli bardzo i obiecali nikomu o tej miejscówce nie wspominać.

Jak już zostałam sama, zamówiłam zieloną herbatę z prażonym ryżem (podobno pełna antyoksydantów), zasiadłam w miękkim fotelu, wzrok utkwiłam w rozciągającej się za oknem panoramie i odleciałam w spokojnym rytmie rozbrzmiewającej muzyki.

Nie był to daleki lot.

Kilka stolików dalej usiadło stadko (sztuk cztery) psiapsiółek. Twarze im się nie zamykały. Paszczami kłapały jak koliberki skrzydełkami. Zamiast jednak wydawać z siebie dźwięk rozbijanego powietrza, wyrzucały z siebie hihihi, hahaha, oh no no no i yay yay yay.

No i ona przybiegła z płaczem wczor…

Naaaaapraaaaawdę????

– Tak, bo on jej nie powiedział, że zanim razem byli to on miał romans z jej koleżanką z pracy..

Z którą. Z tamtą? Nie, z tą inną. Ale to nic. W sumie dobrze. I nie dobrze. Bo jej się należało. Ale której? Jemu? Ona temu winna? Która? No tak. Aha.

I tak bez przestanku. Bez przerwy na oddychanie. Robin Williams w Good morning Wietnam to przy nich niemowa.

No rany koguta z farmy ekologicznej. Tu się proszę pań wolne rodniki herbatą zabija, a nie dręczy ludzkość wypierdami swojego intelektu i życia osobistego koleżanek, których i tak nie lubicie!

Dopiłam szybciej niż planowałam i wróciłam do zakupów. Znalazłam swoją małą czarną.

A tym paniom, z dna swojego okrutnego serca życzę zapalenia gardła. Nawracającego.

źródło: hartford-hwp.com
Reklamy

11 thoughts on “Kobiety Koliberki

  1. A ja myslalam, ze jestem niesprawiedliwa jak mam wrazenie, ze arabskie kobiety nadaja bez oddechu. Pocieszylas mnie tym postem, myslalam, ze tylko mi sie tak zdaje, bo nie znam jezyka;)

  2. Ej, no, nie obrażaj koliberków! :P
    Swoją drogą, pomyślałam sobie, że czasem chyba z dziewczynami przesadzałyśmy na takich babskich wypadach, ale wieczorową porą w tłocznym barze to ujdzie, a w spokojne (powiedzmy;) popołudnie w spokojnej kawiarni to już teksańska masakra piłą mechaniczną.

  3. Ano kobitki tak mają :)..jak już się spotkają w większej grupie to się nagadać nie mogą,ja tak mam z moimi koleżankami z którymi się jakiś czas nie widziałam.. po paru miesiącach przerwy jak się spotkałyśmy to jedna przez drugą paplała..aż się zmęczyłyśmy i uznałyśmy że następnym razem trzeba podzielić spotkanie na tematy..rodzina,dom,praca..itd. bo w sumie żadnego tematu nie skończyłyśmy..tylko przeskakiwałyśmy z tematu na temat :)))

    Z Twojego opisu tejże historii przypomniał mi się epizod z filmu „Dzień Świra” jak Marek Kondrat jechał pociągiem ,w przedziale z takimi właśnie „koliberkami” :)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s