Babski wieczór w chmurach

Zanim zejdę na ziemię, zajmę się praniem i sortowaniem garderoby oraz zasiądę przy moim mikro-biurze (czyli w kącie sypialni, przy biurku zastawionym drukarką, książkami i papierami), by zrobić coś konstruktywnego (bo, wbrew powszechnie panującej opinii, jednak robię coś, co można nazwać pracą) to jeszcze wrzucę kilka zdjęć.

Zdjęć nie moich, ale za to miejsc, w których zdarza mi się być. I koktajle pić.

W Dubaju bary, częściej zwane tutaj lounge (czyli bary bardziej ekskluzywne), przeznaczają jeden z wieczorów na tzw. babskie wieczory (ladies night). Myk polega na tym, żeby zachęcić kobitki do pojawienia się w danej venue (wybaczcie te wtrącenia – lokale są tutaj tak posh, że nie wypada o nich mówić po prostu „lokale”), oferując im darmowe drinki.

Wszystko dlatego, że jak wieść gminna niesie, w Dubaju na jedną kobietę przypada czterech mężczyzn. Ci z kolei są ze swojej natury prości. Ich kolorowe szkiełka i miękkie sofy nie kręcą tak bardzo, jak kobiety, więc o ile nie mają szansy choćby sobie na nie popatrzeć, to raczej zostaną w domu przed telewizorem, niż ruszą do lounge, żeby wydać setki dirhamów. A że biznes musi się kręcić, wymyślono, że kobietom trzeba dać darmowe wejście, darmowe drinki (w ilości limitowanej lub nie, zależy o lokalu), a dochodowa klientela sama przybiegnie.

Działa, proszę państwa, działa.

W trakcie ladies night lokal się zapełnia, panny bawią się w najlepsze, a mężczyźni, jak te głodne szczeniaczki siedzą i patrzą. By zamienić się w sępy i, namierzywszy pannę, która miała o drinka za dużo, próbować zamienić z nią słówko lub płyny ustrojowe.

Dlatego lokale trzeba wybierać starannie, z górnej półki, by po kilku godzinach imprezy nie zrobiło się testosteronowo i nieprzyjemnie. Wystarczy również kilka trików, by nie mieć w ogóle żadnych problemów. Np. założyć kieckę, która zasłoni coś więcej niż sutki i siedzenie. Skupiać się na własnym gronie znajomych. I można się bawić do późna. Pić darmowy cosmopolitan. Słuchać pianisty jazzmana grającego na żywo i na życzenie. Podziwiać wnętrze. I zatracać się w widokach rozpościerających się za ogromnymi szybami.

I myśleć: I love Dubai!

W środę byłyśmy w At.mosphere w Burj Khalifa i w Neos w The Address.

źródło: instablogsimages.com
źródło: facebook.com
źródło: atmosphereburjkhalifa.com
źródło: theaddress.com
źródło: theaddress.com
Reklamy

26 thoughts on “Babski wieczór w chmurach

  1. Ty chyba specjalnie uświadamiasz nam, jakie fajne jest to życie w Dubaju, żebyśmy Ci zazdrościły – przy tym wpisie to ewidentnie dziewczyny zazdroszczą ;)

    1. Nieeee, nie po to, żeby zazdrość wzbudzać :) szczerze mówiąc, ja się mocno hamuję przed opisywaniem wszystkiego, właśnie po to, żeby złych emocji nie powodować.. ;) spisuję to wszystko dla siebie (żeby mieć referencję jak już tu nie będziemy mieszkać), dla rodziny (bo ciekawi), znajomych (bo liczę, że zechcą przyjechać ;) ) no i dla publiki żadnej wiedzy o życiu w odległych krainach :)

      Poza tym, mam po polsku narzekać? ;)

      Niech będzie, następny post będzie cały o narzekaniu i słabych stronach mieszkania tutaj :P

      1. Nie, nie, nie! Ja nie lubię tego polskiego narzekania! Chyba że przy herbatce z przyjaciółką :P Choć nie da się ukryć, że czasem człowiek sam ponarzeka. Ale ja od wczorajszego meczu Polaków (jeszcze zanim się skończył!) narzekania mam po dziurki w nosie, a nawet więcej, więc nie – wstrzymaj się! :D
        A z tą zazdrością żartowałam, choć jak czyta się, jak tam fajnie, to nie powiem, że nie chciałoby się wybrać choćby tylko na wycieczkę. Ale pisz, pisz tak dalej, bo to są naprawdę sympatyczne wpisy :)

        1. Dzięki :)

          Ale słowo się rzekło – będzie narzekanie :P tym bardziej, że pogoda doprowadza mnie do szału, więc gdzieś muszę dać ujście frustracji.. więc się dostanie.. kierowcom.. warzywom.. kosmetykom.. Angolom (:D :D :D).. arabskiej mentalności.. pogodzie oczywiście.. i pewnie jeszcze paru innym :P

          1. Pogodę oszczędź, bo jak poczyta o sobie w języku polskim, to jeszcze i nam tu w Polsce się pogorszy – a nie to, ze ostatnio trochę popadało, to zapowiadają niemal cały tydzień burzowy!
            :P

          2. widać dobrą pogodę przywołałyśmy, bo u mnie dziś wysiedzieć się w biurze nie dało. Ale do Dubaju to i tak zapewne daaaleko :P

      2. a przeze mnie nie przemawia zazdrość i nie mam poczucia, że chcesz ją wzbudzić, ot inny świat, inna rzeczywistość, tak zupełnie inna od mojej to i gały wybałuszam, że tak też gdzieś (i wcale nie tak daleko ode mnie :-) ) można żyć :-), że tak gdzieś może być. Ot co :-). Cieszę się, gdy inni mają dobrze i jeszcze potrafią fajnie o tym pisać, więc niech Ci będzie dobrze i pisz, pisz, pisz … :-)

      3. Jeszcze nie w Polsce, ruszamy za 20 dni i trudno mi w to uwierzyć zważywszy na ilość pracy, którą muszę do tego czasu wykonać oraz etap remontowo-budowlany, w którym jesteśmy i … nie dotyczy on budowy Ikea :D – zostawię to innym i tam będę się już tylko relaksować, o ile dożyję – ilość obrażeń na ciele (jak się samemu remontuje) i stopnień zmęczenia nie daje mi wielkich nadziei :D

    2. Już wiem! Nie wiem jak reszta facetów, ale ja z wielką chęcią dowiedziałbym się czegoś więcej na temat „zabawek” twojego męża :>

      1. To już nie wiem :D Zaskocz nas poza tym i babskie notki ciekawe się czyta, do tego są przydatne… dla wyjaśnienia pozwolę sobie zacytować Sun Tzu „Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem.” :D

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s