Mój mąż to wytwór wyobraźni

Tak sobie na niego patrzę, słucham i myślę, że nie istnieje.

Przecież mężczyzna, którego kobieta, będąc w trakcie porannej wycieczki do czajnika w kuchni, znajduje ze szmatką z mikrofibry i sprayem do kurzu czyszczącego meble, nie może być prawdziwy.

Tak samo jak ten, który po porannym „dzień dobry kochanie” i cmoku w policzek dodaje „to zjedz sobie śniadanie, a później może pójdź poczytać do sypialni, bo ja tu będę odkurzał i mył podłogę” .

A już na pewno prawdziwy nie może być ten, który z okazji jej urodzin robi rezerwację – niespodziankę, a zamiast taksówki zamawia coś takiego:

źródło: dubaiexoticlimo.com

I zabiera ją na kolację w takie miejsce:

restauracja Al Muntaha 200m nad wodą
źródło: mydestination.com

A następnie karmi świeżym, chrupkim, bezglutenowym pieczywem, kawiorem, tatarem z wołowiny wagyu, homarem, stekiem, szparagami okraszonymi czarną, hawajską solą wulkaniczną, by zakończyć deserem w postaci ryżowego puddingu podanego na tafli z białej czekolady, z dodatkami truskawek i kokosowego sorbetu.

Jeśli istnieje sytuacja, w której określenie „kulinarna orgia” miałoby jakiś sens, to jest to właśnie kolacja w Al Muntaha.

wnętrze Dodge Charger VIP limo
wnętrze Dodge Charger VIP limo
żeby nie było, że zmyślam ;)
Burj Al Arab – „żaglówka” od wewnątrz
Al Muntaha – widok na Palmę
Al Muntaha
kolacja była tak dobra, że dopiero przy deserze przypomnieliśmy sobie o robieniu zdjęć..

Uff. Znalazłam dziś jego znoszone skarpetki obok kosza na pranie. Czyli jednak jest prawdziwy. Uff uff uff :)

Reklamy

35 thoughts on “Mój mąż to wytwór wyobraźni

  1. Twój mąż powinien zostać odlany z brązu i umieszczony w Luwr, żeby służył jako wzorzec! Wspaniały wieczór Ci zafundował! Rozumiem, że On nie jest Polakiem?;-)

      1. Dziewczyno, to opowiadaj! Jak się poznaliście?? Czy w Egipcie? Czy Cię porwał zajeżdżając na białym koniu, a może wielbłądzie?? Och, zżera mnie ciekawość;-))

  2. Moj co prawda nie jest az tak dobry, ale skarpetek nie znalazlam. Nawet nie wiem czy ma jakies skarpetki… O Matku bosku, moze ja w ogole nie mam meza?:)))
    Brawa wielkie dla Twojego i najlepszego z okazji urodzin dla Ciebie!!!

  3. No i wszystko się wyjaśniło! Urodziny… No brawo! Mój ślubny, kiedy jeszcze był tak nieprawdziwy jak Twój, także robił mi niespodzianki:
    a) zabierał do restauracji (może nie 200 metrów nad ziemią, ale ja czułam się jak w niebie ;-)
    b) kupował ciuchy/perfumy/biżuterię
    c) kwiaty też kupował
    a potem stał się do bólu prawdziwy i teraz… mam co wspominać ;-))))

    1. Ojejej, a ile mu zajęła transformacja? ;) bo wiesz, tak się zastanawiam na ile mam się nastawiać ;) chociaż z kwiatami to tu jest kiepsko, średnio rosną na pustyni, więc jak raz wspomniałam mężowi o dniu kobiet, do pojechał do Ikei i mi kupił cały wielki bukiet sztucznych.. żeby mi starczyły na lata ;) ten jego pragmatyzm też uwielbiam ;)

      1. Bo kwiaty to tylko w Polandzie, tego tam nie masz! Wreszcie jest coś, czego w tamtym raju nie ma ;) Niestety, mężów, takich jak ten z Twojej bajki, tu z kolei nie ma, więc coś za coś ;-))
        Proces przemiany z anioła w monstrum postępował dosyć płynnie. Zanim się obejrzałam minęło… 16 lat! Więc spokojnie się jeszcze nacieszysz niespodziankami :) Ja bym tylko subtelnie rejestrowała te cuda, żeby potem, za te kilkanaście lat, pokazać mu różnicę ;-))) No bo nie wierzę, że tak będzie zawsze… chyba, że jest naprawdę kosmitą ;-)))
        Nie ma to jak zawiść drugiej kobity, prawda? ;)))

  4. Ojjjjjj kurcze…. to i Ja się do wzdychań dołączę :) choć może z innej perspektywy :)
    My tak bez okazji za to, byliśmy ostatnio w drewnianej chacie w górach.
    Nie było prądu ale były świece, nie było morza ale była studnia do czerpania wody, a zamiast Mustanga Polskie konie i las :) w sumie też było fajnie.

      1. Polany surowiczne – Beskid niski
        na YouTube znalazłem taki filmik:

        choć widok ten sam, to chata dużo bardziej urokliwa :)

        Tylko ostrzegam:
        – nie ma prądu… w ogóle, chyba że akumulator w samochodzie.
        – nie ma bieżącej wody, za to jest studnia i potok (to bardziej do kąpieli)
        – krowy za płotem są na wolnym wybiegu, więc hasają swobodnie po 30-40 sztuk
        – kuchnia na drewno, do porąbania samemu :)

        Trochę hardcore, ale jaka odmiana :)

  5. Ty też masz dziś urodziny? Strasznie popularna ta data ;) Myślałam, że okolic moich urodzin nic nie przebije w liczebności jubilatów, ale 14 czerwca ma szanse… choć na razie małe :P Ale, ale: wszystkiego najlepszego! No i oby Twój mąż był takim wytworem wyobraźni przez cały rok, a nie raz na rok ;)

  6. Mąż się postarał, że hu hu hu ;). Ale ja mam pytanie szczegółowe – jakie masz zdanie na temat tej wołowiny wagye – w porównaniu ze zwykłą? No bo ta ponoć niezwykła…

    1. Hm.. no więc tak: ten tatar był prze-do-sko-na-ły. Mięsko delikatne, kolor wołowiny niesamowity – żadnego posmaku „surowego mięsa”. Ale też było przyprawione trudno powiedzieć czym, ale mocno i wszystkie te smaki się razem mieszały, więc trudno mi powiedzieć, czy to zasługa wołowiny, czy kucharza.

      Najlepiej byłoby porównać tak samo przyrządzoną wołowinę wagyu i zwykłą. Chociaż z tą zwykłą, to też nie tak hop siup – z mężem mamy hopla na punkcie steków i np preferujemy wołowinę argentyńską z krów „organicznych” czyli wolnopasących się na zielonej trawce, niż np brazylijską z krów karmionych paszą kukurydzianą – różnica naprawdę jest znaczna. Natomiast nigdy nie jadłam steka z wołowiny wagyu, bo ona ma więcej tłuszczyku, za którym nie przepadam. I o ile w tatarze to wszystko wymieszane, to jakoś nigdy mnie nie korciło, żeby próbować to z grilla.

      Ale, ale, różnica jest w wyglądzie i to spora. Zazwyczaj w restauracjach specjalizujących się w stekach (naszych ulubionych :D ), przed dokonaniem wyboru z karty przychodzi kelner ze deską ze świeżymi stekami różnego rodzaju i można sobie pooglądać kolor, zawartość tłuszczu, itp – i w tym porównaniu kolor wołowiny wagyu jest zupełnie inny niż kolor pozostałych steków, które są do siebie zbliżone.

      W ogóle ci kelnerzy mają szkolenia z wołowiny – nawet wiedzą na jakiej wysokości nad poziomem morza rosła trawa, którą krowy jadły (w przypadku tych wolnopasących się) :D podobno ma to znaczenie.. :)

  7. Matko, jak czytam taki opis to sobie myślę, że naprawdę taki mąż musiałby być wyimaginowany. U mnie, niestety, standardowo, ja sprzątam, gotuję i piorę gacie swoje i jego. Dobrze, że jeszcze nie mamy dzieci, bo chyba bym… skapcaniała :D (tak moja mam określa kobiety, które poświęcając się pracom domowym i wychowywaniu dzieci zapominają o swojej kobiecości)

    1. Pranie też robię samodzielnie. Sortowanie też moje. Ale prasujemy każdy sobie :) nawet czasem on mi coś przejedzie żelazkiem jak się spieszymy a ja się grzebię (ale bywa też odwrotnie :) ). Gotowaniem się dzielimy, powiedzmy ja to robię 2 razy w tygodniu, a on 3, ale to dlatego, że on po prostu dużo lepiej gotuje :) no i ja jakoś nie mam do tego serca.. co innego pieczenie.. lubię i robię, ale niestety ostatnio nie za często, bo on jest na diecie, a dla mnie samej jakoś nie mam motywacji.. i tak się toczy :)

  8. Naprawde postaral sie MAZ na Twoje urodziny. Powiem jak moja babcia mowila-„szanuj go”
    My jestesmy po slubie 14 lat i duzo sie zmienilo, w porownaniu z pierwszym rokiem…
    Ale duzo tez na lepiej, mamy partnerskie malzenstwo.
    Teraz dodatkowo jest juz 10-letnia cora i jej 1000000 spraw do zalatwienia, dwa psy, kot, ogrod do obrobienia, prace na pelen etat.
    Mamy duzy dom i kazdy pyta czy mam pania od sprzatania, a ja-o tak a wlasciwie pana-mojego meza-mina pytajacego bezcenna.
    Dodam ze moj M to Polak. Sprzata i robi to super. Naciera oliwkami kanapy, poleruje meble, myje podlogi(wygania mnie wtedy do innego pokoju), myje okna.
    Codziennie odkurza ze wzgledu na ilosc siersci naszych futrzakow.
    Moj maz robi tez zakupy sporzywcze i codziennie moja poranna kawe :)
    Ja piore, prasuje, gotuje i tak razem pchamy nasz maly cyrk na kolkach :)
    W pojedynke nie dalam rady. Probowalam i doslownie padlam, on wtedy powiedzial zebym dala sobie pomoc i tak juz zostalo.
    No ale na urodziny nie wzial mnie limuzyna do restauracji. Musze pokazac twoje zdjecia moze do pazdiernika cos mu zaswita w glowie.
    Ewa mama Sloneczka

    1. Moja babcia i mama mawiają tak samo :) ale to się samo przez siebie rozumie ;)

      Fajnie, że okazuje się, że jest sporo facetów, którzy odkurzacza się nie boją :) Może jednak nie strasz go tą limuzyną.. ;) wiesz, lepiej za bardzo nie naciskać, tylko dać się zaskakiwać? Albo chociaż udawać zaskoczenie jak szykuje niespodziankę z dyskrecją przekupki na targu ;) co mi się przy innych okazjach zdarzyło.. ;)

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s