Piękni, są, piękni!

Jest 11:06. Starbucks w oczekiwaniu na kosmetyczkę. Minione kilka minut spędziłam w stanie umysłowego zawieszenia. Miewam tak, kiedy głowa jeszcze się nie obudzi, a ciało już odbiera i przetwarza bodźce z zewnątrz.

Z głośników dobiega zawodzenie Norah Jones zakłócane odgłosami mielonej kawy. Ze stolików obok mnie dochodzą dźwięki łyżeczek dzwoniących o kubki. A może to widelce obijające się o talerzyki? Tak, to raczej te widelce, bo przecież nie podają tu łyżeczek. Jedynie drewniane szpatułki z samoobsługowego stojaczka.

Otoczona subtelnym brzemieniem głosu Norah wpatruję się przed siebie wzrokiem niewidzącym.

Łyk zielonej herbaty z kubka z zielonym logo.

Już lepiej. Zaczynam przetwarzać obrazy zmieniające się przed moimi oczami.

Na trójkołowym rowerku przejeżdża dziecko. Za nim podąża ubrana w bardzo krótkie spodenki i sporo za mały top na ramiączkach matka. Przez chwilę obraz przede mną znowu staje się pusty. Kilka krzeseł i szafka z kubkami na sprzedaż. Tylko przez chwilę, bo Dubai Marina to miejsce pełne ludzi o każdej porze, nawet porannej (dochodzi 11:14). Teraz przed oczami przesuwają się trzy szczelnie okryte czarnym jedwabiem kobiety. W nikabach. Lepsze to niż burka. Przynajmniej pole widzenia im się nie zwęża.

Znowu pusty obraz i znowu łyk zielonej herbaty.

Przychodzi dwóch Emiratczyków. Są piękni. Po prostu piękni. Przez chwilę im się przyglądam. W zachwycie. Odwracam wzrok, kiedy w końcu uświadamiam sobie, co robię. Gapić się na kogoś jest niegrzecznie, każdy to wie. A w krajach muzułmańskich gapić się na płeć przeciwną jest nie tyle niegrzeczne, co nawet wulgarne.

Siadają przy stoliku na skos ode mnie. Łyk zielonej herbaty i sięgam po laptopa. Umysł się obudził. Obudziła się też potrzeba spisania tego co jest tu i teraz. Bo mam nawał myśli, a pisanie bloga to taka przynosząca ulgę „myślodsiewnia”. Kiedy umieszczę je na „papierze”, w głowie przez chwilę panuje porządek. Pytania, wnioski i pomysły nie przepychają się jeden przez drugi. Nie krzyczą, zabierając uwagę, lub ją rozpraszając.

Kilka dni temu jechałam taksówką. Kierowca trafił mi się rodzynek. W przeciwieństwie do większości taksówkarzy w Dubaju, wiedział dokąd jechać, wiedział którędy jechać, wiedział jak prowadzić i do czego służą te przerywane linie na jezdni. Po angielsku mówił, a nie bełkotał. Do tego mówił sensownie, nawet jak na moje europejskie gusta. Był z Sialkot z Pakistanu.

Powiedział, że spotyka bardzo wielu ludzi. Taka praca. Często zdarza mu się, że kiedy pyta pasażera skąd jest, pasażer odpowiada, że jest Emiratczykiem. Taksówkarz wie, że to kłamstwo. Ten pasażer może być szczęśliwcem, który spełnił kilkaset warunków, by dostać emiracki paszport. Ale nie jest Emiratczykiem. Prawdziwych Emiratczyków jest bardzo niewielu. Ale od razu można ich rozpoznać. „Ta reszta, to podróbki. Made in China, madam, hahaha”. Arabskie wersje rosyjskich nouveau riche w najlepszym wypadku. W najgorszym, potomkowie arabskich wersji nouveau riche, którzy fortunę roztrwonili. „Prawdziwych Emiratczyków rozpoznaję od razu. Nie muszę pytać skąd są, madam„.

Emiratczyk siedzący na skos ode mnie sięga po gazetę i tym samym sprowadza mój umysł na miejsce, do kawiarni, z dala od wspominanej rozmowy w taksówce. Chyba zaczynam rozumieć.

Idealnie skrojone diszdasze, często z materiału wartego kilka lub kilkanaście tysięcy dirhamów. Idealnie białe. Idealnie układające się na zdrowych, zadbanych sylwetkach. Idealnie przycięty zarost, geometryczne linie podkreślające układ twarzy. Wypielęgnowane dłonie z wypolerowanymi paznokciami. I zapach. Zapach żywiczego drewna agar, które przerobione na olejki eteryczne, perfumy i kadzidła jest tak charakterystyczne dla środkowego wschodu. Od pokoleń Emiratczycy wykorzystywali zapach oud (czyli destylatu drewna agarowego) do odymiania swojej garderoby. Dzięki temu każdy ich ruch uwalnia uwodzący aromat kadzidła.

Islam wymaga od wiernych higieny. Muzułmanie mają przykazane modlić się pięć razy dziennie, lecz nie wolno im tego robić bez umycia twarzy, rąk, nóg, pach i miejsc intymnych. Do tego mają przykazane być przyjemnym dla oka drugiego człowieka.

Już wiem, co taksówkarz miał na myśli. Bardzo łatwo rozpoznać prawdziwego Emiratczyka. To człowiek piękny. Zadbany. Czysty. Pięknie pachnący. Taki książę z baśni.

11:45. Czas się zbierać. Kosmetyczka czeka.

źródło: arabianeyeproduction.com
źródło: ksenyaprekovic.com
Reklamy

5 thoughts on “Piękni, są, piękni!

  1. Jestem zachwycona Twoim wpisem… Serio!!! Doskonale to ujęłaś. Być może w moim zachwycie tkwi nutka taniego sentymentalizmu, kiedy po ponad rocznym pobycie w Abu Dhabi wróciłam do kraju i, poproszona przez jedno z pism podróżniczych o spory artykuł na temat życia w Emiratach, zaczęłam od opisywania… prawdziwego Emiratczyka. Jakbym siebie czytała! Piękny, zadbany, pachnący olejami, z idealną geometrią twarzy… Zrobiło mi się cudownie, wiesz? Dziękuję… :-) Reszta to tylko tanie podróbki!

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s