Czas zebrać zabawki

…i przenieść się do innej piaskownicy.

O pracy mówię.

Szef mi podpada. Ja jemu pewnie niedługo zacznę, bo cierpliwość mi się kończy i zacznę zaraz drapać.

Sknera, sknera i jeszcze raz sknera. Do tego stopnia, że nie trzyma standardów pracy. Naturalne jest, że jeśli ktoś z nas, pracowników, jedzie na spotkanie z klientem w miejsce inne, niż nasze własne biuro, to firma ma obowiązek zwrócić pieniądze za benzynę, powiększone o tzw. koszty eksploatacji, które zazwyczaj są jakimś niewielkim procentem doliczanym do stawki za litr. Tak się dzieje wszędzie, z wyjątkiem naszego przedsiębiorstwa. Koledzy więc z zespołu buntują się i kłócą, ja przybrałam taktykę: zawieź mnie sam. I mnie szef wozi. Małż twierdzi, że to dlatego, że go zastraszyłam. Nie przypominam sobie.

No, może troszkę.

Wracając do rzeczy, to nie chodzi tu o jakieś wielkie koszty, bo litr u nas to raptem 1,70dhs, ale o zasadę. Jak inne firmy dają, to nasza też musi. Proste, nie?

Inne firmy zapewniają też mikrofalówkę, kawę, herbatę, soki, gorącą czekoladę, no i przede wszystkim wodę mineralną. O punkt pierwszy i ostatni z owej listy toczyłam wojnę od dnia rozpoczęcia pracy. Po trzech miesiącach doczekaliśmy się baniaków z Nestle, dyspozytora, lodówki i mikrofalówki. Koledzy, zatrudnieni od prawie dwóch lat, byli pod wrażeniem moich zdolności do stawiania na swoim. A mówią, że upierdliwość nie popłaca.

Ale. Żeby nie było zbyt pięknie, mikrofalówka, w cenie 100dhs, rozpadła się w trakcie pierwszego użycia. Przynajmniej lodówka i dyspozytor wody jeszcze działa.

Brakuje u nas również chusteczek higienicznych.

A od wczoraj brakuje telefonów, dostępu do internetu i pana do sprzątania. Dowiedzieliśmy się o tym dziś rano, kiedy w telefonach na biurku (i to nie każdym) odpowiedziała nam cisza, a kółeczko w dolnym prawym rogu monitora wirujące w okolicy słupków z siecią, nie chciało przestać się kręcić. Do tego potknęłam się o kosz z papierkami.

Wszystko to, bo szef zapomniał zapłacić. Telekomunikacji i zarządowi budynku.

Czekając więc na połączenie, oddawaliśmy się każdy, czemu tylko można, kiedy firma IT nie ma dostępu do maila. Ja malowałam. Nick sprzątał. Dostanie gwiazdkę. Oczywiście wyciętą z papieru, pomalowaną na żółto, bo firma nic innego nie zasponsoruje.

Siedzę więc w domu, piszę maile, a do klientów dzwonię przez Skype.

Jeśli sytuacja się nie zmieni, zamierzam pomóc szefowi. Powiem mu, że może zaoszczędzić miesięcznie na moim wynagrodzeniu.

I nie, nie będę pracować za darmo.

moja interpretacja widoku z biurowego okna (no.. prawie.. kilka budynków przysłania jednak plażę...)
że nie wygląda jak żyrafa? nie znacie się... za kilka lat będzie to warte miliony..
Reklamy

13 thoughts on “Czas zebrać zabawki

  1. Hmmm, z tego co wymieniłaś u mnie w firmie jest chyba tylko …woda. W razie czego można wycyganić z sekretariatu kawę, herbatę, śmietankę czy czasem firmowe produkty – ale generalnie każdy przynosi swoje. Sprzątanie mamy na bieżąco – w pokojach raz w tygodniu i …. w godzinach pracy, co na początku mnie irytowało, ale można przywyknąć do wszystkiego ;-).

    1. U mnie w pracy (a jest to szpital) wszystko kupujemy sobie sami – mikrofala, czajnik, kawa, herbata, woda, płyn do naczyń i nawet wieszak na ubrania pochodzą z naszych pieniędzy składkowych. Był taki czas, że kupowaliśmy też sobie papier toaletowy, bo szpital „nie miał pieniędzy”, ale te czasy na szczęście już minęły. Lekarzom dyżurnym też nic się nie należy, czyli wikt i opierunek we własnym zakresie. Fajnie, co? ;)

      1. nawet nie zaczynaj.. mój tata jest ordynatorem interny w jednym z polskich szpitali, więc kwestie finansów mam obgadaną.. nawet nie nóż mi się w kieszeni otwiera, a cały karabin maszynowy materializuje na myśl o tym jak traktowani są w Polsce lekarze, nie mówiąc o dyżurujących… zgroza, skandal, jedna wielka pomyłka… jako pacjent domagam się, żeby ktoś, kto konfiguruje moje wnętrzności, był wyspany, najedzony, zrelaksowany, miał opłacone wszystkie rachunki, czas na hobby, i nie przejmował się niczym poza moim żołądkiem, stawami i innymi takimi… to temat nawet nie na oddzielny post, a blog… echhhhh… emigruj kobieto, emigruj…

    2. Amisha, no ja wiem, że to trochę brzmi jakbym oczekiwała nie wiadomo czego, ale takie są tu standardy.. z resztą nie tylko tu, nawet w Polsce w firmach IT zaplecze składa się z większości, jeśli nie ze wszystkich, wymienionych przeze mnie elementów.. no to kurcze, czemu u nas szef sknerzy…

  2. Trochę jestem wstrząśnięta… I te pomieszczenia jakies małe… Klity takie. Ale, pal sześć, gdzie jest woda i internet?! Chleba i igrzysk żadajcie!!! ;-) Faktycznie, też bym się ewakuowała stamtąd. Nie ma co tracić czasu.
    Teraz bucowi słonia narysuj! Albo hipopotama. I przyklej z dedykacją na drzwiach! Niech wie, jaką artychę stracił ;-)))

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s