Kulturalny Dubaj

O kulturze za chwilę, teraz paragraf ostrzeżenia.

W minionym tygodniu dopadło nas przeziębienie. Nas – wierzących w zbawczą moc herbaty z cytryną, uparcie ignorujących istnienie paracetamolu i innych maxigrypów. Na cieknący nos – chusteczki, na nos i zatoki zatkane – pikantne jedzenie. Nie byle jak pikantne – mamy za sobą lata doświadczenia z kuchnią indyjską i arabską, gdzie intensywnie czerwona barwa danej potrawy nie koniecznie świadczy o obecności pomidorów, a może świadczyć o ilości czerwonego chilli dorzuconego „do smaku”. Lubimy przegryzać zielone jalapeno i robimy to często. Jak więc widać, jesteśmy zaprawionymi w boju zjadaczami kuchni palącej i to nie w znaczeniu europejskim, a miejscowym. Tak przynajmniej nam się zdawało.

Przeziębienie przeszło ze stadium „cieknie, cieknie, leje się” do etapu „wszystko przytkane, zatoki zablokowane”. Pomyślałam, że dobrze jest więc skorzystać dostawy do domu od miejscowego Hindusa.

„Tylko powiedz im, Kochanie, żeby na ostro przyprawili”, rzuciłam do sięgającego po telefon Małża.

„…tak, ma być pikantne. Ale nie pikantne jak dla białego człowieka, zróbcie to pikantne jak dla Hindusa” powiedział do słuchawki spełniając moje życzenie.

Jedzenie dotarło.

Zagłębiłam widelec w kurczaczka w pomidorowym, pikantnym, sosie. O Jezusicku najmilsiejszy. O mamuniu. Tatuniu. Ratunku. Pomocy.

Dwie łyżki śmietany, buteleczka jogurtu, szklanka mleka, lody waniliowe i 2 szklani wody ledwo, ledwo uratowały sytuację. Pożar w przełyku to za mało powiedziane. To był zamach. Albo zemsta. A może i to i to.

Proszę państwa, proszę nigdy nie porównywać się do Hindusów.

A teraz do rzeczy (kultury):

Poszliśmy do teatru. Taram!

I co z tego, że amatorskiego, aktorzy byli profesjonalni! Dzięki uprzejmości kropotkina, dowiedzieliśmy się i udaliśmy na The Odd Couple. Efekt? Ponad dwie godziny śmiechu, co najmniej jedna nowa zmarszczka mimiczna (jestem przekonana) i odkryta nowa twarz Dubaju – ta bardziej artystyczna.

Reklamy

6 thoughts on “Kulturalny Dubaj

  1. O kulturze jest właściwie od samego początku wpisu! Kultura stołu! A co!

    Kurcze, nasze kubki smakowe faktycznie nie są przyzwyczajone do takich atrakcji. Gdy jemy coś przyprawionego „od serca” przestajemy dość szybko odróżniać smaki. Czujemy tylko pieczenie. ;) Z drugiej strony ubolewam nad tym, że w Polsce najczęściej trafiam na takie jakieś… „zwietrzałe” przyprawy. :(

    A zmarszczki mimiczne, powstające z ciągłego uśmiechania się, są bezcenne! ;)

      1. Jak to skąd? Z nienacka! :)
        Słuchałem ich kiedyś na Al Quoz, byli całkiem przyjemni. Z tego co wiem (już dawno nie byłem) to w Blue Bar w Novotelu grają jazz co piątek od około 22.00.

  2. Śmiech to samo zdrowie!

    Mój mąż Hindus je to, co ja upitraszę – a pitraszę raczej w polskim stylu (albo mieszanym). Nigdy nie narzeka. Ale wierzę w jego rodzime umiejętności ;-).

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s