CSI: kryminalne zagadki uniwersytetu w Portsmouth, odc. 1

Taraaaam, stało się – powróciłam na blogspota łono. Tymczasem przenoszę moję duszę utęsknioną, do tej hali lotniskowej, do tych wakacji minionych. Szeroko, na cztery miesiące rozciągnionych…

Wspominałam, że odnalazłam zakupioną jeszcze w czasach szkoły podstawowej płytę ‚Zakochany Pan Tadeusz’, skrzętnie upchniętą między kasetę MC Britney Spears, a CD Eminema? Boże i Johnie Coltranie, przebaczcie…

Cztery miesiące wakacji. Od ukończenia studiów tak dobrze mi nie było. Cztery miesiące nicnierobienia. Po ponad rocznej odsiadce w korporacji, zwalczania problemu spojówek przesuszonych od klimatyzacji i komputera, w śmierdzącym spalinami, kilkukrotnie przeludnionym, przepełnionym pijanymi, agresywnymi, chlastającymi nożami na lewo i prawo (choć z punktu widzenia przeludnienia, to niekoniecznie musi być minus) kibolami i pstrykającymi 315 zdjęć na minutę turystami Londynie, cztery miesiące w cichutkim, spokojnym, starym, poczciwym Lublinie to więcej niż wyczekana nagroda. Ukojenie. Oaza. Domowe obiadki.

Działo się nic i tego właśnie potrzeba komuś, kto przez 2 lata żyje na walizkach i przeprowadza się co pół roku albo i częściej. Mamusino tatusiny kąt z pierożkami babcinej roboty. Nirwana.

Ale, jak to mawiają, mając rację, wszystko co dobre kiedyś się kończy.

Bang bung bum (odgłosy krztuszącego się silnika) bziuuum i jestem na Heathrow. Jest 26 września, godzina 14, a o 15 odjeżdża ostatni pociąg pozwalający mi zdążyć dostać się do Portsmouth i zameldować się w akademiku.
Kto był na Heathrow, ten wie, że wydostać się stamtąd, to gratka nie lada, a dostać się gdziekolwiek w ciągu godziny, to wyczyn godny opisania w księdze pana Guinessa. Moje nazwisko niedługo powinno się tam znaleźć, gdyż zdołałam tego dokonać, nie ponosząc przy tym prawie żadnych strat. Prawie, bo gdy już siedziałam błogo rozciągnięta w rytmicznie postukującym wagonie, okazało się, że mój bilet został na peronie. Długa historia, zakończona happyendem i komunikatem nadawanym przez radio na mojej docelowej stacji „panienka z zielonym plecakiem kupiła bilet, pozwólcie jej przejść, mimo, że go nie ma”. Uwielbiam brytyjskich konduktorów.

Następnie szybka rejestracja i już kluczyki do mojego studenckiego mieszkanka w kieszeni! Ha! Żeby nie było, akademik w UK to nie to tamto. (zaczynam się chwalić) W pakiecie jest mieszkanko na 14 piętrze, z widokiem na morze i przepływające statki, kuchnią, no kucheneczką (mikrofalówka, lodówka, zamrażalnik, 2 palniki, zlew, szafki), prysznicem no i pokojem (biurko, stolik, szafki, krzesła, łóżeczko) mmmm. A! Prysznic!

Prysznic. Kto myślał, że brytyjska irracjonalna myśl techniczna kończy się na rozdzieleniu wody ciepłej i zimnej na dwa krany, ten był w błędzie. Otóż istnieją jeszcze prysznice, duże prysznice, tak duże, że połączone z wc i umywalką. Innymi słowy, kabina prysznicowa zawiera prysznic, wc i umywalkę. Żebym nie została źle zrozumiana – obiekty te nie są rozdzielone, tj. kiedy biorę prysznic, podłoga pod umywalką i wc jest mokrusieńka. Jest ona wprawdzie pod pewnym kątem, zapewniającym płynne spływanie wody do ujścia, ale tak czy inaczej, każdy prysznic kończę wycieraniem podłogi do sucha. Uważam, że kara śmierci przez powieszenie powinna zostać przywrócona, a tego typu pomysły architektoniczne powinny być jednym z powodów jej wykonania.

Jest 28 września. I. przyjeżdża! I zostaje ze mną 2 tygodnie :) Po naszym ostatnim, ok, po moim ostatnim „sama nie wiem czego chcę” jego obecność naprawdę mnie cieszy :))) ma człowiek do mnie cierpliwość…

Jest 5 października. Pierwsze zajęcia. Kryminalistyka cyfrowa. Sposoby przejmowania dowodów. I pierwsze olśnienie – wszystkie odcinki CSI to bujda! Nie, żebym wcześniej nie wiedziała. No ale taaaakie sfałszowanie rzeczywistych procedur?!

Po 5 października zaczyna się monotonia. Monotonny „Sajgon”. Niby zajęcia 2x w tygodniu. Ale samodzielne badania… Otóż Brytyjczycy wymyślili sobie, że studia magisterskie to już praca naukowa. W związku z tym mam sama siedzieć nad tematem studiów, czytać, czytać, czytać, pisać, pisać, pisać, a zajęcia są po to, żebym wiedziała o czym czytać (i pisać). Tak więc mam długą listę książek i wbrew pozorom całkiem krótki okres, w którym mam się z nimi zapoznać. Tak 15-20 kilkusetstronicowych do grudnia. Plus dzienniki, artykuły, wywiady, raporty. Chcę do domu. Do mamy, taty, babci i pierożków.

Aaaaaaa.

Reklamy

3 thoughts on “CSI: kryminalne zagadki uniwersytetu w Portsmouth, odc. 1

  1. Gratuluję powrotu na bloga łono! Mam nadzieję, że pomimo tak bujnego życia studenckiego znajdziesz trochę czasu na regularne wpisy.Pamiętaj, że musisz dbać o grono swoich wiernych czytelników… czyli Nas :-D

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s