Za oknem Paryż

Od piątku, godziny 22.47 do Poniedziałku godziny 6.43. W Paryżu Łuk Triumfalny (w pobliżu którego znajdował się nasz przytulny hotelik ze sztucznie uprzejmą obsługą), za Łukiem Pola Elizejskie, a przy ich zwieńczeniu Luwr. Poza tym przerośnięta antena radiowa, zwana wieżą Eiffel’a i robiąca nieziemskie wrażenie katedra Notre Dame. Do tego ordynarni Francuzi, zadbana architektura miasta i … restauracje. W restauracjach jedzenie, dla którego skosztowania warto przemierzyć glob jeśli zachodzi taka potrzeba.

Zastanawiam się, czy jakiś inny naród potrafi nosić w sobie tyle sprzeczności: niewątpliwie wyszukany gust i ostentacyjne niechlujstwo, pasja z jaką przyrządzane są najprostsze potrawy, elegancja z jaką podawana jest choćby najmniej skomplikowana przystawka i psie, że tak powiem, kupki, spokojnie spoczywające na niemal każdym chodniku. Narodowa ksenofobia przejawiająca się wstrętem do języka innego niż francuski i Luwr, w którym zdecydowaną większość powierzchni zajmują dzieła sztuki z obcych krajów…

Co by jednak nie mówić, warto tam być i wracać. Dla poczucia bycia maleńkim wobec potężnej katedry, której mury przesączone są historią. Dla małej restauracyjki serwującej krewetki królewskie z sosem z bobu. Dla serów, deserów i wina. A już zdecydowanie dla widoku psów w najmniej spodziewanych miejscach. Bo Francuzi nie uznają dyskryminacji ich ukochanych pupilków. We Francji pieski wchodzą dosłownie wszędzie: do sklepów, aptek i restauracji.

I jak tu nie być pod urokiem Żabojadów?


Barierki nie pozwalające podejść na bliżej niż 10-15 metrów. Trójka ochroniarzy. Dziki tłum. To wszystko dla czegoś tak małego…?! Pozostaje mi pogodzić się z moją ignorancją…

Reklamy

9 thoughts on “Za oknem Paryż

  1. Ja nie wiem czy lubię Francuzów – byłam w Paryżu, ale nie mam zdania o nacji żabojedzącej. Byłam tam za krótko, ale niewątpliwie byłam pod wrażeniem.

    Rzeczywiście jakaś mikra ta Pani z obrazu ;). Ta na pierwszym planie bardziej jakoś przyciąga wzrok ;).

  2. No bo już myślałam, że może byłyśmy w tym samym czasie ha ha ;). A co do paranoi – cóż – albo poddać ją terapii albo z nią żyć. Nie jesteś w tym jedyna, więc jak dla mnie – full understanding. Co nie znaczy, że nie miło było porównać Twoją (kurde, no myślę, że Twoją ??? ;)) twarz z twarzą Monalizy :)))).

    1. Niech będzie że moją.

      Kurcze, właśnie do mnie dotarło: jedyne moje zdjęcie na blogu, to takie, na którym jestem przeziębiona (pamiętam, że w dzień wypadu do Paryża miałam temperaturę.. no ale to Paryż, nie mogłam przegapić ;) ), zmoknięta (padało) i bez makijażu.. :D

      1. Że z temperatura to nic (ja jakoś jej na nim nie odczuwam – ekran nie pali ;)), ale bez makijażu w Paryżu – uuuu ;) – wpadka moja droga. Miedzy nami – ja podczas swego wypadu raczej tez szykiem nie wojowałam. Chciałabym jednak kiedyś pojechać tam na dłużej – powiedzmy na tydzień (chociaż)… A byłam 2 dni i 2 noce.

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s