Trick or treat?

W tym miejscu, wprowadzonym przeze mnie zwyczajem, powinien pojawić się cytat z piosenki. Powinien, a się nie pojawił, bo po pierwsze nie znam żadnych Halloweenowych piosenek, a w sumie taka byłaby na miejscu, a po drugie wcale nie chce mi się śpiewać.

No właśnie – Halloween. Moje pierwsze Halloween w kraju, w którym się je obchodzi. Wieczorem wyszłam na zakupy. Idąc uliczką mijałam dyniowe twarze ze świeczkami w środku, Harrego Pottera, Hermione Granger, psychopatę z nożem, kilka nieznanych mi czarownic, kościotrupa oraz diabła albo diablicę (płci nie udało mi się ustalić). Generalnie – dzieciaki, kostiumy, miotły, pukanie do drzwi i cukierki.

Było zajebiście. Serio.

Falafel.
Tak się nazywa coś, co jadłam dziś na obiad. Falafel początkowo był proszkiem, który o dziwo składał się z wysuszonych warzyw, a jedyną sztucznością był dwuwęglan sodu. Proszek, po zmieszaniu z wodą i odczekaniu 15 minut, zamienił się w masę, którą następnie przerobiłam na kulki/placki i usmażyłam. Było zajebiście. Znowu. To coś przypomina kształtem i wyglądem nasze mielone, ale jest z warzyw i jest o niebo lepsze. Aha, było z Australii. W wikipedii znalazłam jak to zrobić samemu, ale po przeczytaniu zwrotu „namoczyć białą fasolkę” wymiękłam. Wolę moczyć proszek.

Odwołałam rozmowę w banku. Nie chcę tam pracować i już. Pojawiła się za to szansa, że będę pracować w centrum Londynu, z mniejszym lub większym widokiem na Tamizę. Trzymać kciuki! Mocno!

Reklamy

Zostaw komentarz, będzie mi miło! :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s